Wieczny Strażnik- Rozdziały


Soundtrack:

http://www.youtube.com/watch?v=ua830TJ1jxA




Rozdział 1: 

„Nowy Dom”


        Gdzieś w centrum Nowego Yorku stał mały, zielony dom, zamieszkiwany przez nieliczną, lecz szczęśliwą rodzinę. Rodzice i dwójka dzieci-dwie córki, jedna starsza, druga młodsza. Życie wesołych domowników wydawało się być idealne, takie o jakim marzy większość zabieganych nowojorczyków. Niczego im nie brakowało, mieli pieniądze, rodzinny dom, ale przede wszystkim- mogli na siebie liczyć. Kto by przypuszczał, że życie małej, bezbronnej rodziny może zostać wywrócone do góry nogami?
        Niska, 16-letnia dziewczyna powoli wstawała z łóżka. Ziewając podeszła do lustra, przeglądając się. Jej krótkie, jasne, sięgające ramion włosy były całkowicie potargane, a różowa koszula nocna cała pognieciona. Przecierając swoje duże, szare oczy, dziewczyna ziewnęła ponownie. Niewinna i nieśmiała istotka nosiła imię Sara White.
        Nagle do pokoju nastolatki wkroczyła wysoka, piękna kobieta. Miała dosyć krótkie, falowane blond włosy i niebieskie, migdałowe oczy.
- Słoneczko, już wstałaś? Zaskoczyłaś mnie! Pamiętasz, że to właśnie dziś jest nasz wielki dzień?- powiedziała wesoło kobieta, uśmiechając się.
Sara posmutniała. Jej matka ostatnio bardzo często poruszała temat, którego dziewczyna nie znosiła, lecz musiała pogodzić się z tym, że nie uda jej się tego uniknąć.
- Mówisz o przeprowadzce, prawda?- burknęła pod nosem nastolatka.- Wciąż nie mogę zrozumieć dlaczego ty i tata chcecie opuścić Nowy York…
Matka dziewczyny spojrzała się poważnym wzrokiem na swoją córkę, przykucając przed nią. Gdy mądre, szare oczy Sary napotkały wzrok kobiety, wyraz twarzy mamy od razu złagodniał.
- Kochanie…-zaczęła delikatnie.- Ja i twój ojciec mamy ostatnio bardzo poważne problemy finansowe. Postanowiliśmy poszukać lepszych prac w innych miastach i w końcu znaleźliśmy coś odpowiedniego. Tam będą nam płacić dwa razy więcej niż tu. Opuszczamy Nowy York tylko ze względu na to, aby żyło nam się lepiej. Jesteś mądrą dziewczynką i wiem, że uda ci się to zrozumieć.
Sara westchnęła głęboko. Doskonale rozumiała z jakiego powodu jej rodzina musi wyjechać z miasta, w którym spędziła całe swoje życie. Pomimo wszystko nie mogła pogodzić się z tym, że będzie musiała zostawić to, co było dla niej śmiertelnie ważne.
- Rozumiem was, mamusiu. Chcecie jedynie dobra. Wybacz, że ciągle narzekam na tę przeprowadzkę, ale po prostu trudno mi będzie opuścić miejsce, w którym już dawno zapuściłam korzenie- wytłumaczyła się dziewczyna.
W pewnym momencie jej wzrok uciekł gdzieś w stronę okna. Dopiero zaczynał się mroźny grudzień, więc to, co widniało za oknem bardzo ją zdziwiło, lecz i zarazem ucieszyło małą niewiastę. Niewielkie podwórze lśniło od bieli świeżego śniegu. Sara kochała zimę, więc widok delikatnego, białego puchu radował jej czułe serce.
- Mamo, widzisz to?! To… To najprawdziwszy śnieg! Już na samym początku grudnia!- cieszyła się dziewczyna.
Fizycznie i wiekowo może wyglądała na nastoletnią osobę, lecz w duszy ciągle była małą, słodką ślicznotką z dzieciństwa. Jej matka uśmiechnęła się wesoło.
- Wygląda na to, że Jack Mróz nas odwiedził!- zażartowała kobieta.
Córka spojrzała się na nią z lekkim zdziwieniem w oczach.
- Kto to jest Jack Mróz?- zapytała ciekawa.
- Nikt ważny, skarbie. Tak się po prostu mówi.
        Sara siedziała spokojnie w samochodzie, na przednim siedzeniu patrząc się znudzonym wzrokiem na drzewa, domy i ludzi, którzy pod wpływem prędkości jazdy znikali jej z oczu w ułamek sekundy. Kierowcą pojazdu był zabiegany ojciec dziewczyny. Miał ciemne, brązowe włosy i szare oczy. Ze skupieniem patrzył się na drogę, lecz gdy on i jego małomówna córka stanęli na pasach, westchnął i zdjął ręce z kierownicy.
- Czy jesteś zła, kotku?- zapytał ze zmartwieniem w oczach.
Jego głos wyrwał Sarę z otchłani przemyśleń. Trzymając swoją szkolną torbę na kolanach uśmiechnęła się do swojego wiecznie zabieganego taty.
- Nie jestem zła, tatusiu. Po prostu się zamyśliłam, to wszystko…- wyjaśniła dziewczyna.
Po chwili samochód ojca Sary podjechał na szkolny parking. Nastolatka wychodziła z auta, gdy nagle odezwał się do niej jej tata.
- Nie zapomnij się pożegnać ze wszystkimi. Miej włączony telefon i wróć do domu przed 15:00- powiedział mężczyzna, a jego córka pokiwała głową.
- Kocham cię, do zobaczenia!- pożegnała się i pognała w stronę budynku szkolnego.
***
        Ostatnie lekcje Sary w starej szkole dobiegły końca. Dziewczyna pożegnała się jedynie z nauczycielami, gdyż nie miała żadnych znajomych lub przyjaciół za którymi mogłaby tęsknić. Zmierzając w stronę biblioteki szkolnej rozmyślała o tym jak będzie wyglądać jej życie w nowym mieście. Czy znajdzie tam przyjaciół? Czy odnajdzie się w nowym świecie? Zbyt wiele pytań zaprzątało jej głowę, a odpowiedzi miały pojawić się już wkrótce.  
        Jasnowłosa nastolatka po raz ostatni przechadzała się pomiędzy półkami książek w bibliotece szkolnej. Nagle do głowy wpadł jej pewien pomysł. Podbiegła do bibliotekarki, która akurat była pogrążona w jakiejś nowej lekturze. Sara postanowiła poszukać informacji o postaci, której imię usłyszała dziś rano…
- Jack Mróz?- zdziwiła się bibliotekarka spoglądając na dziewczynę zza szkieł swoich okularów.- Skądś kojarzę to imię… Kiedy byłam małą dziewczynką wiele razy straszyło się dzieci, że jeżeli nie będą zakładać czapek, to Jack Mróz odmrozi im uszy… Wydaje mi się, że mogłabym zaproponować ci książki takie jak „Legendy Średniowiecza” „Pradawne wierzenia” lub „Wielka Encyklopedia Stworów i Duchów”.
Po chwili Sara pochyliła się nad jedną z trzech ksiąg, które zaproponowała jej bibliotekarka. Przeszukiwała ją może pół godziny i nie znalazła ani słowa o interesującej ją postaci. Wzięła do ręki kolejną pozycję- „Pradawne wierzenia”.
-Boogeyman, Slenderman, Duch Księżnej Elżbiety Batory… Niech to, czemu ten spis treści nie jest ułożony w kolejności alfabetycznej?!- denerwowała się dziewczyna.- W takim tempie nigdy nie znajdę tego Ja… Jest! Jack Mróz! 
Sara pospiesznie przewertowała strony księgi aż do 689 strony. Na starej, pożółkłej stronicy znajdowało się jakieś niewyraźne, czarnobiałe zdjęcie. Nastolatka wytężyła swój wzrok próbując dostrzec cokolwiek na fotografii. Nagle krzyknęła przerażona, odrzucając księgę, która wylądowała tuż przed nią nie zamykając się. Na zdjęciu spod czupryny srebrnych włosów patrzyła na nią przerażająca istota, jedynie przypominająca młodego chłopaka. Ciemne oczy postaci spoglądały na nią gniewnie. Sara przełknęła głośno ślinę i trzęsącymi rękoma podniosła księgę. Zaczęła czytać treść na stronie starając się nie patrzeć na zdjęcie obok.
- Jack Mróz jest duchem zimy i mrozu. Powoduje osuwanie się śniegu z gór, czyli lawiny, zamiecie śnieżne, zamarzanie stawów i wszystkie zjawiska, które można zaobserwować zimą. Duch ten uważany jest przez większość ludzi za demona okrucieństwa. Dawniej próbowano go złapać i zgładzić, co nie udało się żadnemu ze śmiałków. Jack Mróz zamieszkuje lasy, gdzie porywa dzieci i zabiera je do innych wymiarów. Jest to prawdopodobnie duch młodzieńca, który został zgładzony przez mieszkańców wsi za to, że zamordował wszystkich członków swojej rodziny. Po śmierci duch chłopaka nękał ludzi mieszkających w tamtej osadzie i zapewne prześladuje również mieszkańców terenów dawnej wsi, gdzie aktualnie znajduje się miasto- Burgess ,założone w 1798 r.- skończyła czytać Sara i jeszcze raz  popatrzyła na fotografię ducha.- Wygląda potwornie…
Dziewczyna spojrzała się na swój niebieski zegarek i przerażona wybiegła ze szkolnej biblioteki, krzycząc coś na pożegnanie bibliotekarce. Ojciec kazał jej być w domu przed 15:00, a była godzina 14:53. W 7 minut na pewno nie zdąży dobiec do domu, który znajdował się 5 kilometrów od szkoły. Sara wybiegła na szkolny parking. Sama myśl o tym, że stoi na nim po raz ostatni przyprawiła dziewczynę o dreszcze. Złapała autobus i pojechała w stronę domu.

        Jasnowłosa nastolatka stała w swoim pomalowanym na żółto pokoju, w którym teraz nie znajdował się chociażby jeden mebel. Pustka i szarość jaka teraz biła od tego pokoju przerażała dziewczynę. Pomieszczenie, w którym spędziła prawie całe swoje życie tym razem wydawało jej się być całkowicie obce.
- Sara, jedziemy już!- usłyszała głos swojej matki.
- Dobrze mamo! Już schodzę!- odkrzyknęła nastolatka, rozglądając się po pokoju.
Dziewczyna przejechała dłonią po czystej, żółtej ścianie wzdychając ciężko. Po jej policzku popłynęła mała łza, którą natychmiast wytarła rękawem swojego niebieskiego polara. Stając w progu po raz ostatni rzuciła okiem na swój stary pokój. Aby nie wzbudzać w sobie jeszcze większej tęsknoty i smutku wybiegła z pomieszczenia. Nie chciała opuszczać tego miejsca… Jeszcze nie widziała na oczy swojego nowego domu, a już czuła, że nienawidzi go całym sercem. Sara wybiegła z budynku i zaraz znalazła się na ciągle zaśnieżonym podwórku. Przy czarnym, dużym samochodzie stali jej rodzice, a przed nimi jakaś mała, bezbronna dziewczynka. Miała ciemne, brązowe włosy i niebieskie oczy. W drobnych rączkach trzymała swoją maskotkę- misia.
- Molly, wejdź do samochodu, bo zmarzniesz- zwróciła się matka do dziecka, a 2-latka z uśmiechem na ustach spełniła jej polecenie. Sara podeszła do drzwi auta czując na sobie wzrok swoich rodziców. Dziewczyna zajęła tylne miejsce w samochodzie tuż obok swojej młodszej siostry. Jej ojciec usiadł za kierownicą, a matka na siedzeniu obok niego. Molly złapała złoty kosmyk włosów swojej starszej siostry i zaczęła się nim bawić. Sara tylko uśmiechnęła się do dziewczynki promiennie. Nagle samochód ruszył. Dziewczyna patrzyła się na znikający za oknem jej dawny dom, aż w końcu osunęła się na fotel, wzdychając. Włączyła swój odtwarzacz MP4, włożyła słuchawki do uszu i puściła swój ulubiony utwór. Zaczęła rozmyślać o przeszłości i przyszłości. Co ją czeka w nowym mieście? Nowi znajomi, nowa szkoła, nowi nauczyciele, nowe miejsca…
        Rozmyślając o tym co dopiero ma się wydarzyć zamknęła oczy i zasnęła.




Rozdział 2:

Lód

        - Sara, kotku, obudź się…- usłyszała dziewczyna.
To był głos jej matki. Nastolatka zamrugała oczami, wyjmując słuchawki z uszu. Na wpółprzytomnym wzrokiem zaczęła rozglądać się po wnętrzu samochodu. Powoli otworzyła drzwi auta i wyszła na powietrze. Słońce zaczynało powoli zachodzić. Wokół Sara widziała zwykłe, lecz całkowicie zaśnieżone drogi i chodniki oświetlane jedynie przez kilka lamp ulicznych. W wielu domach, których było dużo jak grzybów po deszczu, jeszcze paliło się światło.
- Mamo, co to za miejscowość?- zapytała dziewczyna.
- Burgess, inaczej zwane Miastem Wiecznej Zimy- odpowiedziała kobieta, uśmiechając się.
Sara potrząsnęła głową. Burgess… Skąd ona znała tę nazwę?
- Że co?! Mamo, tato j-jak mogliście?!- zdenerwowała się dziewczyna.- Zabraliście nas do miasta nawiedzanego przez demona zimy i mrozu!
- T-Tu są duchy?!- zaczęła płakać mała Molly przytulając się do swojej matki.- Mamusiu…
- Sara, o czym ty mówisz?! Bardzo kiepski żart! Przestraszyłaś Molly!- skarciła ją kobieta.- Nigdy więcej tak nie rób!
- A-Ale mamo! Tu grasuje duch Jack’a Mroza!- krzyknęła dziewczyna.- Wyjedźmy stąd jak najprędzej!
- Przestań opowiadać takie brednie! Żadne duchy nie istnieją!- zdenerwowała się blondwłosa kobieta.
Tym razem Sara już się nie odezwała. Była pewna, że to o tym mieście była mowa w książce, którą czytała w szkolnej bibliotece. Nic dziwnego, że Burgess nazywa się Miastem Wiecznej Zimy, skoro grasuje tu duch mrozu i zimna…
        Dziewczyna przeniosła wzrok na dwupiętrowy budynek znajdujący się tuż przed nią. Był pomalowany na pomarańczowo, a na brązowym dachu znajdował się komin. Blondynka omiotła wzrokiem swój nowy dom, po czym spojrzała się na mężczyzn z firmy od przeprowadzek, którzy wynosili przedmioty należące do rodziny White. Sara bardzo chciała zapoznać się z miastem, więc nieśmiałym tonem zwróciła się do swojej matki.
- Mamo, czy mogę przejść się po okolicy?- powiedziała błagalnym głosem.
- Tak, oczywiście, ale uważaj na siebie i odchodź zbyt daleko. Jest 17:00, a masz być w domu przed 19:00. To maksimum- odpowiedziała kobieta, a jej córka przytaknęła głową.
Nastolatka wyjęła ze swojej torby podręcznej notes do szkicowania i ołówek zapominając o telefonie. Pożegnała się z rodzicami i rozpoczęła swój pierwszy spacer po niewielkim mieście Burgess.
       Okolica wydawała się być bardzo mroczna, a przynajmniej w tym czasie kiedy słońce już prawie całkowicie zaszło. Na ulicy nie było absolutnie nikogo-jedynie spacerująca, nieśmiała i wystraszona nastolatka, Sara White. Co chwilę dziewczyna mijała jakieś zmarznięte drzewo i przyglądała się rzędom domów ustawionych obok siebie. W samym centrum miasteczka znajdowała się duża, piękna fontanna, która niestety nie działała zimą, a niedaleko niej stał pomnik Thaddeus’a Burgess- założyciela miasta.
        Dziewczyna tak bardzo zagapiła się na wszystkie atrakcje miejscowości oraz jej okolic, że nie zauważyła nawet kiedy stała pomiędzy ośnieżonymi drzewami w ciemnym i strasznym lesie. Wszystko wydawało się być tak piękne, że nogi blondynki poniosły ją aż 2 kilometry od Burgess. Zdezorientowana nastolatka przełknęła głośno ślinę i dopiero teraz przypomniała sobie, że nie ma przy sobie telefonu. Nie wiedząc w którą stronę iść postanowiła pójść przed siebie. Po chwili znalazła się na brzegu wielkiego i zapewne głębokiego, zamarzniętego jeziora. Wzdychając przycupnęła na kamieniu i rozpoczęła szkicowanie w swoim zeszycie, który wraz z ołówkiem zdążyła zabrać z samochodu. Na białej kartce zaczęły powoli powstawać kształty przypominające ludzką postać. Po chwili Sara spojrzała się na swoje dzieło i od razu krzyknęła, ni to z przerażenia, ni to ze zdziwienia. Na białej kartce wyrwanej z zeszytu widniał obraz demona, którego widziała na fotografii w księdze, w szkolnej bibliotece. Jack Mróz…
- To już chyba jakaś obsesja!- krzyknęła zdenerwowana dziewczyna.
Nagle poczuła, że nogi jej drętwieją. Była całkowicie sama, w ciemnym i strasznym lesie niedaleko nawiedzonej miejscowości. W myślach przypomniała sobie fragment tekstu z bibliotecznej książki: Jack Mróz zamieszkuje lasy, gdzie porywa dzieci i zabiera je do innych wymiarów…
Sara była jeszcze dzieckiem, nastoletnim dzieckiem. Do jej oczu napłynęły łzy rozpaczy. Nie wiedziała w którą stronę ma iść, aby znaleźć się w nowym domu, który teraz wydawał jej się być najpiękniejszym miejscem na świecie.
        Nagle zawiał silny i mroźny wiatr, wyrywając kartkę z rysunkiem z rąk nastolatki. Dziewczyna zaczęła biec za lecącym w powietrzu kawałkiem papieru. Nie zwracała uwagi na to jak daleko biegnie. Musiała złapać ten obrazek, a dlaczego? Na to pytanie akurat nie znała odpowiedzi. Kartka powoli wylądowała  na podłożu. Sara podbiegła do niej i podniosła rysunek, chowając go do kieszeni kurtki. Nagle coś pod nią zatrzeszczało. Zdezorientowana dziewczyna spostrzegła, że stoi na samym środku wielkiego, zamarzniętego jeziora. Chciała krzyczeć, lecz czuła, że krzyk w niczym jej nie pomoże. Biorąc głęboki oddech powoli zaczęła wycofywać się z oblodzonej przestrzeni. Z każdym jej krokiem lód trzeszczał coraz bardziej. Przerażona blondynka ostrożnie stawiała kroki na zimnym lodzie, a po jej policzkach ciekły łzy rozpaczy. Szła powoli, lecz każde trzaśnięcie pod jej ciężarem przyprawiało ją o bliski zawał serca. Modliła się w myślach, aby udało jej się wyjść z tej opresji cało. Powoli postawiła kolejny krok na tafli lodu, zbliżając się coraz bardziej do ukochanego brzegu, gdy nagle…
        TRACH! Lód pod dziewczyną się załamał. Ciało Sary zetknęło się z lodowatą wodą. Nastolatka próbowała się wydostać, lecz temperatura wody sprawiała, że ciało niewinnej dziewczyny drętwiało i stawało się nieruchome. Sara straciła nadzieje na jakikolwiek ratunek. Opadając na dno rozmyślała o swojej rodzinie i o tym, że musi ją zostawić… O swojej mamie, tacie, młodszej siostrzyczce…
       Dziura w lodzie przez którą nastolatka wpadła do lodowatej wody zaczęła znikać jej z oczu, które pod wpływem braku tlenu zamknęły się już na zawsze…



Rozdział 3:


„Zmiana planów”

       -Czasami śmierć jest bezbolesna… Przekonałam się o tym na własnej skórze… Dlaczego tu ciągle jest tak zimno…?- myślała młoda dziewczyna, a raczej jej dusza.- Gdzie ja jestem…?
        Sara powoli unosiła powieki, a przywitał ją jedynie blask księżyca w pełni. Był nienaturalnie duży. Zmarznięte ciało dziewczyny spoczywało na jakimś twardym podłożu. Ruchy nastolatki były krępowane czymś, w co prawdopodobnie była owinięta. Jej organizm był zbyt słaby, aby wykonać jakiekolwiek ruchy.
- Tak, tak, wiem, że jesteśmy spóźnieni, ale co mieliśmy zrobić?- Sara usłyszała jakiś melodyjny głos.
Brzmiał zupełnie jakby należał do anioła. Więc jednak była w niebie…?
- Trochę się martwię… Zbyt długo się nie budzi. Jesteś pewien, że oddycha?- ponownie rozbrzmiał melodyjny głos.
Dziewczyna delikatnie przekręciła głowę w lewą stronę, aby sprawdzić kim jest tajemniczy rozmówca. Nim zdążyła cokolwiek zobaczyć zachłysnęła się wodą z jeziora, która jeszcze znajdowała się w jej organizmie. Zaczęła głośno kasłać, a po jej policzkach ciekły łzy, ponieważ przy każdym kaszlnięciu bolało ją gardło. Ból był nie do zniesienia. Po chwili poczuła czyiś dotyk na plecach. Był zimny i zarazem taki kojący…
- Hej, spokojnie, spokojnie! Już jesteś bezpieczna- Sara ponownie usłyszała piękny głos, lecz tym razem jego właściciel znajdował się blisko niej.
Blondynka rozejrzała się. Była okręcona w dwa, grube koce. Obok niej siedział malutki, złoty stworek, tylko odrobinę przypominający człowieka. Jego części ciała wyglądały jakby były skonstruowane z piasku. Małe, złote oczka stworzenia wpatrywały się w dziewczynę. Po drugiej stronie siedział wysoki, szczupły i przystojny chłopak, wyglądający na około 17 lat. Podpierając plecy Sary wpatrywał się w nią swoimi pięknymi i głębokimi niebieskimi oczami. Jego włosy były całe mokre i miały błyszczący, biały kolor. Wybawca dziewczyny posiadał bladą cerę. Chłopak nosił na sobie granatową bluzę z kapturem, bez suwaka, posiadającą tylko jedną, dużą kieszeń na środku bluzy. Wokół kołnierza, kieszeni i rękawów można było zauważyć wzory przypominające te, które maluje mróz na szybach okien. Nosił brązowe jeansy, poszarpane w okolicach  kostek. Począwszy od kolan w dół jego spodnie były obwiązane czymś, co przypominało cienkie paski z lżejszego materiału. Nie miał butów, a na jego bosych stopach nie było żadnych zaczerwień z powodu mrozu panującego na zewnątrz.
       Niebieskooki chłopak patrzył się na Sarę ze zmartwieniem w oczach. Po chwili dotknął jej zimnego, bladego i chudego policzka.
- Piasek, rozpal ognisko- polecił stworkowi nastolatek, a złote stworzonko oddaliło się od niego i Sary.
- K-Kim ty…- mówiła trzęsąc się z zimna dziewczyna, po chwili przymykając oczy.
- Mów do mnie i bądź spokojna. Zaraz Piasek rozpali ognisko i się ogrzejesz- powiedział swoim melodyjnym głosem białowłosy chłopak.- Mało brakowało, a byś się utopiła.
Sara była cała blada z zimna i nie miała nawet siły otwierać ust.
       Po chwili piaskowy stworek rozpalił ognisko, a zmarznięta dziewczyna i jej wybawca usiedli obok gorącego płomienia. Sara patrzyła się na niebieskookiego chłopaka, zastanawiając się kim jest.
- Czy wszystko w porządku? Potrzebujesz czegoś?- zmartwił się chłopak, a blondynka przeniosła na niego swój wzrok, kręcąc przecząco głową.
- N-Nie… Czy… Czy mogę wiedzieć kim jesteście? Ty i ta… Istota- zapytała nieśmiało nastolatka.
Nagle chłopak zamrugał parę razy oczami, zbliżając się gwałtownie do Sary.
- Chwila moment… Ty… Ty mnie widzisz?- zapytał zdziwiony.
- Y-Yhm…
- A ile masz lat?
- 16…
Po chwili usta chłopaka wykrzywiły się w pięknym, onieśmielającym uśmiechu.
- Ha, co za historia! Piasek, słyszałeś?! To nastolatka! I nas WIDZI!- krzyknął radośnie białowłosy zwracając się do złotego stworzenia, które również się uśmiechnęło.
Niebieskooki popatrzył z radosnym uśmiechem na Sarę, przysuwając się do niej.
- Już ci wszystko opowiadam. Więc widzisz: Ja nazywam się Jack Mróz, a to jest mój przyjaciel od fachu-Piaskowy Ludek, ale woli, żeby zwracać się do niego przezwiskiem, czyli „Piasek”. Ja i Piasek jesteśmy Strażnikami Dziecięcych Marzeń. Ja jestem Strażnikiem Zabawy, a pan „Piaseczny” Strażnikiem Snów. No i…
- Zaczekaj, jak ty się nazywasz?- zapytała zdziwiona dziewczyna.
Uśmiechnięty chłopak wstał z zimnego śniegu, biorąc do ręki leżący obok długi kij, którego końcówka przypominała hak. Przedmiot był odrobinę wyższy od młodzieńca, zapewne parę centymetrów.
- Jack Mróz we własnej osobie!- powiedział, podrzucając w górę zabawną rzecz i po chwili zwinnie łapiąc ją w prawą dłoń.
Sara patrzyła się na niebieskookiego jak na wariata. Nie mogła uwierzyć, że to właśnie ten Jack Mróz o którym przeczytała taką złą opinię… Cóż, książki zawsze mogą się mylić.
- Och, nie mogę uwierzyć, że to naprawdę ty!- krzyknęła wesoła dziewczyna, uśmiechając się do swojego wybawcy.
Jack teatralnie przeczesał włosy palcami, śmiejąc się.
- Ach, te fanki!- powiedział opierając się leniwie o zabawnie zagięty kij.
Złoty, niski stworek-Piasek zaklaskał w dłonie radośnie.
- Czy on nie potrafi mówić?- zdziwiła się Sara patrząc na istotę.
- Nie, on nie mówi… Przekazuje nam to co chce powiedzieć poprzez rysunki z Piasku Snów, które często pojawiają się nad jego głową. Czasami w ogóle nie umiem go zrozumieć!- pożalił się Jack, a nad główką Piaska zaczęły wirować utworzone ze złotego piachu smutne twarze.- Teraz mówi, że mu przykro…
Sara zaczęła przypatrywać się małemu Strażnikowi Snów, obdarzając go uśmiechami. Zaczęła mówić, że jest straszliwie słodki i uroczy, a nad główką Piaska pojawiały się przeróżne rzeczy, takie jak serduszka czy kwiaty. Jack uniósł jedną brew i odchrząknął głośno.
- Heeej, śnieżynko… Pokazać ci coś ciekawego?- powiedział Jack, zwracając się do dziewczyny.
- Oczywiście, co takiego?- zapytała zaciekawiona Sara.
- Coś pięknego- odpowiedział krótko i tajemniczo chłopak.
Ścisnął w dłoni kij, po czym dotknął jego końcówką pnia drzewa. Kora natychmiast zaczęła się zmieniać. Dziewczyna wytężyła wzrok, aby sprawdzić co się dzieje. Na drzewie pojawiał się mróz-autentyczny mróz! Wzory, które znajdowały się na korze były tak piękne, że rozmarzona Sara westchnęła. Jack machnął swoją „różdżką” w powietrzu i natychmiastowo posypała się z niej ogromna ilość płatków śniegu. Nastolatka i dwójka Strażników znajdowali się blisko jeziora, do którego dziewczyna nieszczęśliwie wpadła. Chłopak wybiegł na lód, znajdujący się na jeziorze, ciągnąc za sobą kij, który zostawiał piękne wzory na tafli lodu.
- Och…!- szepnęła Sara kładąc dłoń na sercu.
Była bardzo wrażliwa na piękno zachodzące w przyrodzie, a gdy dopiero teraz dowiedziała się, że te wszystkie zimowe cuda są tworzone przez Jack’a wydawały jej się  być jeszcze piękniejsze. Chłopak był specjalistą w tym co robił. Po jego wyrazie twarzy można było rozpoznać, że lubi zaśnieżać kulę ziemską i malować przeróżne wzory na oknach.
        Po chwili Jack zatrzymał się na środku jeziora, chwiejąc się delikatnie. Przez jego wspaniały pokaz zaczęło mu się kręcić w głowie i nie mógł ustać w miejscu. Sara zaczęła się wesoło śmiać, a gdy chłopak ukłonił się teatralnie, dziewczyna automatycznie nagrodziła go brawami, spoglądając na jego arcydzieło. Przeróżne, piękne wzory mrozu na drzewach i całej tafli jeziora oraz delikatnie padający śnieg…
- To takie cudowne…- westchnęła nastolatka, a młody Strażnik uniósł się w powietrze, powoli podlatując do niej.
- Latanie jest super!- powiedział Jack ściskając w dłoni swoją długą różdżkę.
Sara spojrzała się na zegarek i automatycznie z jej ust wyrwało się ciche krzyknięcie.
- Co się stało? Coś cię boli?- zmartwił się chłopak kucając przy dziewczynie.
- Nie, wszystko ze mną w porządku, ale już od dawna powinnam być w domu! Co dopiero się tu przeprowadziłam i nie chcę, aby rodzice się o mnie martwili… Mama mnie zabije!- krzyknęła przerażona krótkowłosa blondynka zrywając się ze śniegu, na którym siedziała.
- Może cię podwieźć?- zażartował Jack opierając się leniwie o drzewo.
- Zabawny żart. Lepiej powiedz mi w którą stronę mam się udać, aby wyjść z tego okropnego lasu- powiedziała Sara, a chłopak zacmokał niecierpliwie, kręcąc głową.
- Nie marudź, kochana. Będziesz w domu dosłownie za dwie minuty!- powiedział z uśmiechem na twarzy.- Daj sobie pomóc. Chcemy jedynie twojego dobra.
- Niby jak masz zamiar mnie podwieźć, geniuszu?- zapytała sarkastycznie dziewczyna.
- Podpowiem ci: zobaczysz Burgess z lotu ptaka- odpowiedział, śmiejąc się.
Sara zawahała się. Tak naprawdę miała lęk wysokości, ale przede wszystkim bała się, czy Jack na pewno jest godny zaufania…
- No dobrze- poddała się, wzdychając.
Chłopak uśmiechnął się tryumfalnie podchodząc do Sary i niespodziewanie biorąc ją na ręce. Gdy dotknął nastolatki dziewczyna poczuła straszliwe dreszcze. Jego dotyk był straszliwie zimny, ale to było do przewidzenia.
- N-Nie za ciężko ci…?- zająknęła się blondynka.
- Nie, ani trochę. Jesteś lekka jak piórko- odpowiedział z łagodnym uśmiechem chłopak.
- Serio? A mi się wydaje, że jest inaczej!- powiedziała Sara, czerwieniąc się lekko.
Piaskowy Ludek wytworzył ze złotego piasku malutki samolocik, do którego wsiadł zakładając na oczy małe gogle. Dziewczyna zaśmiała się wesoło, po czym Jack przerzucił ją sobie zwinnie na plecy.
- Tylko trzymaj się mocno- ostrzegł ją chłopak i popatrzył na księżyc.
Blondynka zacisnęła dłonie na jego bluzie przełykając głośno ślinę.
- Hej, wietrze!- krzyknął Jack i nagle na twarzy poczuł silny podmuch zimnego powietrza.- Mamy pasażera!
Nagle białowłosy oderwał się gwałtownie od ziemi, a Sara krzyknęła ze strachu, zamykając oczy i chowając twarz w plecy chłopaka.
- Boję się, boję się! Odstaw mnie na ziemię!- krzyczała przerażona dziewczyna.
Jack jedynie zaśmiał się wesoło kręcąc piruety w powietrzu. Blondynka powoli przyzwyczajała się do szybkości lotu, aż w końcu zaczęło jej to sprawiać radość. Spojrzała się na oświetlone lampami ulicznymi miasto Burgess. Wyglądało wprost pięknie-otoczone ciemnymi, ośnieżonymi lasami i błyszczące od światła.
- Pięknie, nieprawdaż?- nagle odezwał się Jack.
- Oczywiście… To miasto jest naprawdę cudowne- powiedziała Sara i zacisnęła paznokcie na granatowej bluzie chłopaka, przymykając oczy.
Jack przeniósł swój wzrok na zrelaksowaną 16-latkę i uśmiechnął się pod nosem. W duchu cieszył się, że nie przeszedł obojętnie obok tajemniczej dziury w lodzie, w której niewinna nastolatka mogłaby się utopić.
      Sara wydawała mu się być bardzo nieśmiała i bezbronna. Była zupełnie jak piękne dziecko ciągle potrzebujące opieki. Przypominała mu kogoś… Kogoś z przeszłości.  Może dzięki temu, a może i nie, ale poczuł, że zapałał do niej bardzo serdecznym, ciepłym uczuciem.
        Po chwili Piasek spostrzegł, że właśnie lecą nad domem Sary. Wskazując paluszkiem na budynek dał znać Jack’owi, że muszą zakończyć lot. Chłopak westchnął i zmienił kierunek, lecąc w stronę miejsca zamieszkania dziewczyny.
- Hej, jesteśmy u ciebie w do…- zaczął mówić białowłosy, lecz nie dokończył.
Dopiero teraz zorientował się, że Sara podczas lotu zasnęła na jego plecach. Zaśmiał się cicho, powoli przenosząc dziewczynę na swoje ręce, przez co blondynka zamrugała dwa razy oczami i ziewnęła głęboko.
- Jesteśmy w zamku, królewno- zażartował chłopak, a nastolatka obdarzyła go uśmiechem.
- Widzę, widzę… Dziękuję wam za pomoc, ale przede wszystkim… Czy to aby na pewno nie jest sen? To, że was spotkałam?- zapytała się Jack’a i Piaska Sara.
- Nie, to nie jest sen, Saro- odpowiedział chłopak, uśmiechając się.- Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy, ale jeśli mam być szczery… To nieuniknione!
- A skąd wiesz jak mam na imię? Przecież wam nie mówiłam! I… Skąd wiesz, gdzie ja mieszkam?!- zdenerwowała się lekko Sara.
Jack podrapał się w tył głowy, śmiejąc się.
- A… Obserwowałem cię od jakiegoś czasu…-przyznał się.
- D-Dobra… Do zobaczenia, kochani i jeszcze raz dziękuję!- krzyknęła dziewczyna, otwierając drzwi wejściowe.
        Kiedyś ktoś mądry powiedział, że życie to najpiękniejsza bajka na świecie… Cóż, miał rację!





Rozdział 4: 



W ostatniej chwili

       Nadszedł znienawidzony przez Sarę poniedziałek, a to mogło oznaczać tylko jedno-pierwszy dzień w nowej szkole. Dziewczyna bardzo bała się nowego towarzystwa i nowych nauczycieli. To właśnie od niej zależy jaką wyrobi sobie opinię w oczach nowych ludzi. Co będzie jeżeli nie przypadnie im do gustu…? Co się wtedy stanie…?
      Nowa szkoła Sary znajdowała się zaledwie kilometr od jej nowego miejsca zamieszkania, więc nastolatka spokojnie i powoli szła chodnikiem w stronę budynku, co chwilę zerkając na zegarek. Za dnia Burgess wydawało się być bardzo przyjaznym miastem, lecz pod wieczór zaczynało robić się nieprzyjemnie.
       Sara zmierzała w stronę szkoły, a idąc patrzyła się na własne stopy.
- Chyba muszę załatwić sobie nowe buty…- powiedziała cicho do siebie.
Nagle poczuła lekkie uderzenie z tyłu głowy. Zdziwiona po chwili dostrzegła, że to śnieg. Odwróciła się, lecz za sobą spostrzegła tylko przestraszonego chłopca. Był bardzo niski, miał brązowe, zwichrzone włosy ukryte pod czapką i brązowe oczy. Wpatrywał się ze strachem w dziewczynę i próbował coś powiedzieć, lecz był zbyt przerażony żeby wydukać cokolwiek.
- J-Ja przepraszam p-proszę pani… J-Ja… Ja przysięgam, ż-że to nie ja!- tłumaczył się roztrzęsiony chłopiec.
Nagle nastolatka usłyszała cichy chichot, a później bardzo wyraźnie dobiegł do niej męski głos.
- Hahaha, ale ją załatwiłeś, Jamie! Nie ma to jak trafić dorosłego, nie?! Ciekawe kto to…
Nagle przed Sarą pojawiła się wesoła, blada twarz nastoletniego chłopaka. Zwisał do góry nogami z gałęzi drzewa, a jego białe włosy wyglądały przezabawnie. Niebieskie, lodowate oczy, które posiadał wpatrywały się w dziewczynę z zaciekawieniem. Nastolatka automatycznie zrobiła się cała czerwona i nim zdążyła odskoczyć, to chłopak pospiesznie zeskoczył z gałęzi.
- O, to Sara! Wybacz, nie rozpoznałem cię- powiedział uśmiechnięty Jack.- Sorry za tę śnieżkę, ale ja i Jamie właśnie urządziliśmy sobie małą bitwę… A, no właśnie! Jamie, to jest moja przyjaciółka-Sara, a Saro- to jest mój przyjaciel- Jamie Bennet.
Chłopiec podał dłoń nastolatce, uśmiechając się.
- Wybacz za tę śnieżkę, nie chciałem w ciebie trafić… Po prostu Jack za szybko robi uniki od moich kulek- wytłumaczył jej brązowowłosy.- Mam 12 lat, a ty?
- Ja mam 16- odpowiedziała Sara.
- To prawie tak jak Jack… Tylko, że on ma ponad 300!- oznajmił Jamie, a białowłosy chłopak zaczął rozglądać się na wszystkie strony.
- Jamie, to miała być tajemnica!- zdenerwował się duch zimy, a chłopiec zaczął się wesoło śmiać.
- Hahaha, szkoda, że nie widzisz swojej miny, Jack!- śmiał się 12-latek.
- Przecież wiesz, że jestem nieśmiertelny i swojego wyglądu nie zmienię! Jamie, chcesz być bałwanem?!- krzyknął zawstydzony chłopak ściskając swoją długą różdżkę, którą zawsze trzymał przy sobie.
Sara zachichotała pod nosem i podeszła do Jack’a, kładąc mu dłoń na ramieniu.


 
- Nie denerwuj się! Grunt, że na tyle nie wyglądasz!- powiedziała dziewczyna, a chłopak uśmiechnął się do niej najpiękniej jak tylko potrafił.
Nagle spostrzegł na niebie coś, co przykuło jego uwagę. Mrużąc oczy wzbił się w powietrze i po chwili szybko wrócił na ziemię. Sara skierowała wzrok w błękitną taflę nieba i dostrzegła na nim jakieś dziwne przebłyski kolorów.
- Co to?- zdziwiła się.
- Zorza Polarna. Wzywają mnie!- oznajmił Jack i szybko oderwał się od podłoża.- Postaram się  jeszcze później wrócić!
Jack w ułamek sekundy zniknął z oczu Sarze i Jamie’emu.
- Ja również muszę wracać do domu… Moja szkoła ustanowiła dzisiaj wolny dzień, a skoro Jack’a nie ma, a ty idziesz do szkoły, to spadam… Do zobaczenia, Saro!- pożegnał się chłopczyk i pobiegł w stronę swojego domu.
***
      Białe, smutne ściany i dwa, małe okna- tak wyglądała klasa matematyczna, w której teraz biedna Sara musiała męczyć się kolejne 45 minut. Siedziała w pierwszym rzędzie, naprzeciwko czarnej, smutnej tablicy zapisanej jakimiś liczbami i wzorami. Dziewczyna nienawidziła matematyki. Od zawsze była źle nastawiona do tego przedmiotu. Nagle zadzwonił wyczekiwany przez nią dzwonek i blondynka pospiesznie zerwała się z krzesła. „Jeszcze tylko dwie lekcje wychowania fizycznego i koniec…!”- pocieszała się Sara, biegnąc przez zatłoczone korytarze. Nie chciała być rozpoznawana, choć czuła na sobie wzrok reszty uczniów i słyszała przeróżne szepty: Patrzcie, to ta nowa…
       Nagle dziewczyna potknęła się o coś i upadła na zimną, twardą podłogę szkolnego korytarza.
- Uch, uważaj jak chodzisz, durna niezdaro!- usłyszała głos nad sobą.- Zbieraj moje książki, ale już!
Sara zebrała wszystkie podręczniki, które leżały na podłodze i podała je temu, komu je wytrąciła.
- Phi, ale z ciebie miernota- usłyszała kolejną obelgę.
Sara spojrzała się na tajemniczą, niemiłą osobę. Przed nią stała wysoka, brązowooka dziewczyna. Miała kasztanowe loki, sięgające klatki piersiowej i można było rozpoznać, że były farbowane, a nawet nie raz. Na nogach dziewczyna nosiła wysokie, brązowe szpilki, a reszta jej ubrania była równie szykowna. Na grubych wargach nieznajomej widniała krwistoczerwona szminka.
- Wybacz, nie chciałam wytrącić ci książek, ale moim zdaniem powinnaś nosić je w plecaku- zwróciła jej grzecznie uwagę Sara.
- Ha, jeszcze czego! Takie chuchro jak ty ma prawo mnie pouczać? Co ty sobie myślisz? Czy w ogóle wiesz do kogo mówisz?- prychnęła diva i przerzuciła swoje kasztanowe, długie loki na prawe ramię.- Jestem Kimberley i to JA tu rządzę, rozumiemy się?
- Tak jest…- odpowiedziała Sara widząc, że nie ma sensu się sprzeciwiać.
- Kimberley, znowu dokuczasz innym?
Obie dziewczyny rozejrzały się dookoła i nagle z drzwi jednej z klas wyszedł wysoki, postawny młodzieniec. Był tak przystojny, że wszystkie dziewczęta na korytarzu automatycznie westchnęły, a niektóre zaczęły również wachlować się swoimi zeszytami. Miał ciemne, proste włosy i niebieskie oczy. Był uwielbiany również za to, że był kapitanem drużyny futbolowej.
       Chłopak podszedł do Sary i uśmiechnął się do niej promiennie.
- Czy wszystko w porządku?- zwrócił się do nowej uczennicy.
Dziewczyna wlepiła w niego swoje duże, szare oczy i westchnęła.
- A-Ależ oczywiście…- odpowiedziała rozmarzonym głosem.
- Nazywam się Brandon, a ty chyba jesteś tą nową uczennicą? Sara White to ty?- zapytał chłopak.
- T-Tak, to ja… Miło mi cię poznać, Brandon- przywitała się blondynka, uśmiechając się lekko.
Brandon zaproponował Sarze, że zaprowadzi ją pod salę gimnastyczną. Dziewczyna oczywiście się zgodziła i zostawiła wściekłą Kimberley, która odeszła obrażona w stronę łazienki.
       - Kiedy przeprowadziłaś się do Burgess?- zapytał ciekawy kapitan drużyny futbolowej.
- Trzy dni temu. To naprawdę przemiłe miasto!- odpowiedziała dziewczyna i dotknęła swoich krótkich włosów.
Szarooka westchnęła ciężko. Marzyła o tym, aby jej przeklęte, krótkie włosy kiedyś urosły.
- Nie martw się z powodu swoich włosów. Wyglądają bardzo ładnie- odezwał się Brandon, a Sara automatycznie zaczerwieniła się.
Po chwili dwójka nastolatków dotarła do drzwi prowadzących do sali gimnastycznej. Dziewczyna podziękowała swojemu nowemu koledze za odprowadzenie i wślizgnęła się do ogromnej, wysokiej sali do ćwiczeń.
***
      Zmęczona Sara wychodziła z budynku szkolnego. Nienawidziła lekcji W-F’u. Sport nie był jej mocną stroną. Nastolatka włożyła słuchawki od telefonu do uszu i włączyła muzykę, przymykając oczy.
- Nareszcie mogę wypocząć…- pomyślała i westchnęła.
- Hej, Saro!
Dziewczyna niechętnie otworzyła oczy i spostrzegła, że biegnie ku niej Jamie Bennet- chłopiec, którego poznała dziś rano. W rękach trzymał sanki.
- Witaj, Jamie! Nadal bawisz się w śniegu?- zapytała ciekawa blondynka.
- Tak, czekam na Jack’a. Obiecał, że jak wróci ze spotkania, to urządzi mi kulig!- pochwalił się 12-letni chłopiec.
- Jakiego spotkania?- powiedziała Sara, opierając się o pień drzewa.
- Jack musi co jakiś czas spotykać się z innymi Strażnikami… Znak, którym go wzywają pojawia się na niebie. To Zorza Polarna!
- Są jeszcze inni Strażnicy oprócz Jack’a i Piaska?- zapytała ciekawa nastolatka.
- Yhm! To Wielkanocny Zając, Zębowa Wróżka i Święty Mikołaj… Saro, czy pójdziesz ze mną na górkę? Zjadę parę razy, a może ty również spróbujesz! Idziesz? Proszę, nie chcę być sam…- powiedział Jamie.
Dziewczyna nie chciała zostawiać kolegi samego, więc od razu się zgodziła. Gdy ona i chłopiec zmierzali w stronę wcześniej wspomnianej górki, rozmawiali ze sobą żywo, śmiejąc się.
        Po pewnym czasie dwójka nowych przyjaciół dotarła na miejsce. Stali na ogromnej, zaśnieżonej polanie, na której środku usypana była kilkumetrowa góra ze śniegu. Jamie złapał swoje sanki pod pachę i zwinnie wdrapał się na sam szczyt górki.
- Uważaj na siebie!- krzyknęła Sara, gdy jej kolega usadawiał się na sankach.
Po chwili Jamie pomknął  w dół górki. Jechał bardzo szybko, krzycząc z radości. Jego sanki zatrzymały się dopiero parę metrów od miejsca zjazdu. Brązowowłosy chłopiec podniósł się i uśmiechnął do nastolatki promiennie.
- Teraz twoja kolej!- oznajmił wesoło Jamie.
Sara podbiegła do niego i otrzepała jego plecy ze śniegu. Westchnęła i z trudem wdrapała się na sam szczyt górki, ciągnąc sanki za sobą. Spoglądając w dół zastanawiała się czy to, co chce teraz zrobić jest dobrym pomysłem. Wzięła głęboki oddech i usiadła na sankach. Nagle, nie wiadomo dlaczego jej sanki ruszyły w dół. Z prędkością światła zjechała na sam dół górki, lecz ciągle nie zatrzymywała się. Sara krzyczała przerażona, próbując hamować. W jej oczach pojawiały się łzy rozpaczy.
- Saro, Saro, spójrz! Jesteś bezpieczna! Obok ciebie!- słyszała głos Jamie’ego.
Dziewczyna spojrzała w prawo, po czym załkała głośno. Obok niej leciał Jack, a jego włosy rozwiewał wiatr. Szybował obok zupełnie tak samo szybko jak jechały sanki Sary.
- Daj mi rękę!- krzyknął w stronę dziewczyny.
Nastolatka załkała ponownie. Strach sparaliżował jej całe ciało.
- Saro, szybko! Nie zwlekaj!- wrzasnął ponownie.
Dziewczyna bardzo się bała. Nie miała odwagi wyciągnąć dłoni…
      Nagle nastolatka poczuła zimny dotyk w okolicach swojej talii. Jack pospiesznie zabrał ją z pędzących sanek, które po chwili uderzyły o drzewo, łamiąc się. Dziewczyna czuła, że leży na zimnym śniegu. Powoli przymykała oczy, a obok dał się słyszeć szybki i głęboki oddech jej wybawcy. Odczuwała straszliwy ból w dolnej części czaszki, a była pewna, że obok niej zostało coś rozlane, gdyż na włosach czuła coś wilgotnego. Sara była niezwykle szczęśliwa, że już zimny wiatr nie uderza w jej twarz…
- Wszystko w porządku?!  Saro! Saro!- krzyczał nad nią Jack.- Czy coś cię boli?! Saro!
Dziewczyna zamrugała parę razy i popatrzyła się słabym wzrokiem na białowłosego. Powoli zamykała oczy. Czuła się taka śpiąca…
- Niech to szlag…! Jamie, dzwoń po karetkę, szybko! Mamy krwotok!- krzyczał rozpaczliwie Jack.- Saro! Saro! Saro...!!!





Rozdział 5:
PS. Wybaczcie za układ tego rozdziału, coś mi się zepsuło ; / 





Wieczny Straznik
 Nie każdy człowiek ma w życiu szczęście. Niektórzy rodzą się z wadami genetycznymi, inni żyją w ubogich i nieodpowiednich rodzinach… Jest jednak wiele przypadków, w których ludzie posiadają wszystko, co mieć powinni, lecz żyje na świecie pewna nastoletnia osoba, która ma coś więcej… Ma swojego Wiecznego Strażnika.
        Niska, krótkowłosa blondynka biegła przez jakieś ciemne, podziemne tunele. Uciekała przed „tym czymś” co ją goniło. Ów potwór miał kształt wychudzonego konia, a jego oczy lśniły żywym złotem. Nastolatka odwróciła się za siebie i…
        Nagle otworzyła oczy. Nerwowo zaciskała palce na poduszce. Czuła, że jest cała mokra od zimnego potu. Gdy dziewczyna zamrugała oczami jej palce rozluźniły ucisk. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, gdzie się znajduje. Leżała w smutnym, białym pokoju z jednym, średniej wielkości oknem. Obok niej stała niska szafeczka nocna, a na niej jakieś leki i woda w miseczce. Nastolatka znajdowała się w szpitalu. Była ciemna i straszna zimowa noc.
- Uch, moja głowa…- jęknęła i dotknęła swojego czoła.
Poczuła, że na jej głowie znajduje się jakiś szorstki w dotyku materiał. Bandaż okalał jej obolałą czaszkę. Zdziwiona dziewczyna usiadła na łóżku szpitalnym i rozejrzała się dookoła. Po drugiej stronie stała inna szafeczka, a na niej znajdował się wazon z kwiatami. To były róże, ale najpiękniejsze na całym świecie. Miały cudowny, krwistoczerwony kolor, a same kwiaty zapewne były bardzo trudne do zdobycia zimą. Sara powąchała róże i westchnęła.
Pachniały zupełnie tak samo cudownie jak wyglądały.
        Dziewczyna pamiętała z jakiego powodu się tu znalazła. Ciągle miała przed oczyma widok Jamie’ego Benneta- chłopca, którego poznała całkiem niedawno, trzymającego sanki w dłoniach. Później ten okropny wypadek…
        Blondynka była zdziwiona, że jeszcze w ogóle żyje. Gdyby nie Jack zapewne nie rozmyślałaby sobie teraz beztrosko o przeszłości. Ten chłopak ponownie uratował jej życie.
        Siedząc na łóżku i rozmyślając nagle Sara spostrzegła coś dziwnego. Jedyne okno w pomieszczeniu zaczęło się w dziwny sposób zmieniać. Na szklanym obiekcie pojawiały się przeróżne, piękne wzory malowane przez mróz. Dziewczyna nie widziała w życiu piękniejszej rzeczy. „Co się dzieje…? Dlaczego tu robi się tak zimno?”- myślała zdziwiona i dotknęła grzejnika. Był gorący, a pomimo wszystko w sali szpitalnej panował chłód. Malunki mrozu na oknach stawały się coraz większe i piękniejsze, lecz wyglądały bardzo… Nostalgicznie.
- Jack…? Jack, to ty…?- szepnęła cicho blondynka.
Zacisnęła palce na skrawku kołdry i czekała na odpowiedź. Nie pojawiała się przez kolejne 5 minut. Dziewczyna przymknęła oczy i opadła zmęczona na poduszkę.
- Sara…?- usłyszała męski szept.
Blondynka szybko otworzyła oczy i obok siebie spostrzegła swojego przyjaciela-Strażnika Zabawy. Kucnął przy łóżku szpitalnym. Jego niebieskie, mądre oczy wpatrywały się w dziewczynę. Jack w prawej ręce trzymał swoją długą laskę, która służyła mu za broń. Na jego twarzy powoli pojawiał się uśmiech.
- Nawet nie wiesz jak się o ciebie… To znaczy jak ja i Jamie się o ciebie martwiliśmy!- poprawił się szybko chłopak.- Byłaś nieprzytomna przez dwa tygodnie…
- DWA TYGODNIE?!- wrzasnęła zdziwiona blondynka, a Jack pokazał jej gestem, aby była ciszej, ponieważ w innych salach znajdują się inni śpiący pacjenci.- Dlaczego tak długo? Co mi się właściwie stało?
- Podczas tego wypadku na sankach bardzo mocno uderzyłaś się w głowę i doszło do rozległego krwotoku, ale Jamie zadzwonił po karetkę i zabrali cię tutaj… Przez te dłużące się 2 tygodnie przychodziłem tu noc i patrzyłem czy przypadkiem się nie obudziłaś… Nie tylko ja się martwiłem, ale również twoi rodzice…- opowiedział jej chłopak.
- Czyli, że… Przychodziłeś tu codziennie?- upewniała się zdziwiona Sara, a Jack pokiwał głową, patrząc się na swoje bose stopy.- Już drugi raz uratowałeś mi życie… Dlaczego to robisz?
Niebieskooki spojrzał się na dziewczynę.
- Wiesz, że to brzmiało zupełnie tak, jakby ktoś zadał ci pytanie „Po co żyjesz?”. Ochrona ciebie jest moim obowiązkiem!  Pomimo tego, że muszę bronić jeszcze milionów dzieci na świecie, to ty… Jesteś najważniejsza. Nie wiem czemu… Może dlatego, że jesteś pierwszą nastolatką, która we mnie uwierzyła. Jesteś naprawdę wyjątkowa i zapewne nie tylko ja tak sądzę- odpowiedział Jack, uśmiechając się lekko.
Sara zarumieniła się, a słowa jej przyjaciela wywarły na niej bardzo duże wrażenie. Nikt nigdy nie mówił jej, że jest wyjątkowa… Może nikt z wyjątkiem rodziców. 
        Jack usiadł na skrawku łóżka szpitalnego, odkładając na bok swoją różdżkę.
- Jestem i zawsze będę twoim Wiecznym Strażnikiem- oznajmił chłopak, wpatrując się w dziewczynę.- Przyrzekam, że zawsze będę twoim przyjacielem i nie zrobię ci żadnej krzywdy.
Po policzkach Sary popłynęły łzy wzruszenia. Nigdy nie miała prawdziwego przyjaciela, a Jack był dla niej kimś więcej- był jej Wiecznym Strażnikiem…
***
        Następnego dnia Sara została wypisana ze szpitala. Czuła się już bardzo dobrze, więc nazajutrz postanowiła pójść do szkoły, aby nie robić sobie zbyt wielkich zaległości, choć po dwóch tygodniach nieobecności i tak ich ilość była kolosalnie wielka.
        Kiedy Sara postawiła pierwsze kroki na korytarzu szkolnym od razu podbiegła do niej grupka uczennic zajmująca się tworzeniem gazetki szkolnej. Dziewczyna udzieliła im wywiadu, po czym odeszła w stronę klasy przyrodniczej.
***
        -Saro White, zaczekaj chwilę- zatrzymał nastolatkę nauczyciel matematyki, gdy dziewczyna wychodziła z klasy.- Chciałbym cię powiadomić, że jutro cała klasa pisze test. Informuję cię o tym, ponieważ byłaś nieobecna przez ostatnie dwa tygodnie. Myślę, że sobie poradzisz. Przecież materiał nie był wcale trudny,  prawda?
Sara zdrętwiała. Nienawidziła matematyki i absolutnie nic nie potrafiła, a tu nagle okazuje się, że ma pisać sprawdzian z działu, którego  ¾ materiału zostało przerobione podczas jej nieobecności? Świat nastolatki legł w gruzach.
        Dziewczyna wychodziła ze szkoły zmęczona. Nauczyciel matematyki kompletnie zepsuł jej dzień i pogorszył humor. Gdy znajdowała się blisko bramy prowadzącej do wyjścia usłyszała za sobą kroki. Podbiegł do niej wysoki, przystojny chłopak o brązowych włosach i niebieskich oczach. To był Brandon- kapitan drużyny futbolowej, którego Sara poznała w dniu swojego wypadku na sankach.
- Saro! Straszliwie się zmartwiłem kiedy usłyszałem o tym, co ci się przydarzyło. Czy już wszystko w porządku?- martwił się chłopak.
- Tak, już jest dobrze…To miłe z twojej strony, że się tak o mnie troszczysz- powiedziała dziewczyna, czerwieniąc się lekko.
Brandon uśmiechnął się do niej wesoło.
- Posłuchaj, trochę się stęskniłem i chciałbym ci w jakiś sposób poprawić dzień… Może dasz się jutro wyciągnąć do jakiejś restauracji? Ja stawiam!- zaproponował blondynce przyjaciel.
Sara zamrugała parę razy oczami. Wesoły i delikatny głos Brandona całkowicie ją oszołomił. Jej serce zaczęło bić o wiele szybciej niż kiedykolwiek.
- Och, to urocze… Oczywiście- zgodziła się nastolatka.
- To świetnie! Przyjdę po ciebie o 16:00, dobrze?- zapytał brązowowłosy, ukazując rząd swoich równych, białych zębów.
- Ok, to bardzo dobra godzina! Na pewno będzie wspaniale…
Nagle zadzwonił telefon chłopaka. Zdziwiony nastolatek odebrał połączenie, lecz szybko je zakończył.
- Ech… Muszę szybko wracać. Mama prosiła mnie o pomoc w naprawie drukarki. Do zobaczenia jutro!- pożegnał się Brandon i pospiesznie odszedł w swoją stronę.
       Sara westchnęła, opierając się o drzewo. Jej serce ciągle biło szybciej niż bić powinno. Nagle dziewczyna poczuła straszliwy chłód na swojej twarzy. Zamrugała szybko oczami i dopiero po kilku sekundach zorientowała się, że dostała śnieżką prosto w twarz. Zdziwiona blondynka rozejrzała się, zakładając rękawiczki i lepiąc kulkę, aby wyrównać rachunki z winowajcą.
- Kto to zrobił?- zapytała ciekawa Sara, rozglądając się.
- Na pewno nie ja!- usłyszała odpowiedź i nagle poczuła, że kolejna śnieżka trafiła ją w plecy.
- Dosyć!
- No co ty, to świetna zabawa!
Następna kulka została wcelowana w nogi nastolatki.
- No pokaż się!- zażądała groźnie blondynka.
W pewnym momencie za sobą usłyszała ciche chrząknięcie. Odwróciła się i spostrzegła Jack’a, który siedział spokojnie na śniegu, wpatrując się w ziemię.
- Zabawne żarty. Wszystko w porządku?- zapytała zdziwiona dziewczyna, gdyż jej przyjaciel wyglądał na naburmuszonego.
- Tak, tylko się nad czymś zastanawiam… Między innymi nad tym, co cię łączy z tym durnym mięśniakiem- odpowiedział chłopak, nasuwając kaptur swojej granatowej bluzy na głowę i wstając z ziemi.- Nie lubię go.
- Dlaczego się tak obraźliwie wyrażasz? Przecież Brandon to…
- Wiecznie chwalące się i umięśnione szkolne ciacho, tak?- dokończył Jack, idąc przed siebie.
Sara popędziła za nim. Nie wiedziała co dzisiaj ugryzło Strażnika Zabawy, lecz miała zamiar się tego dowiedzieć.
- Ej, nie mów tak! Brandon to mój przyjaciel!- mówiła lekko zdenerwowana blondynka, idąc za niebieskookim chłopakiem.
- Przyjaciel? Rozmawialiście ze sobą dwa razy, a ty już twierdzisz, że jest twoim przyjacielem? Gratuluję- zakpił Jack i przełożył swoją długą różdżkę na prawe ramię, idąc dalej.
W pewnym momencie Sara przestała za nim iść i przystanęła na chwilę.
- Co cię dzisiaj ugryzło…?- zapytała zdziwiona dziewczyna, a chłopak również nagle się zatrzymał.
Westchnął ciężko i ściągnął kaptur z głowy. Automatycznie jego wzrok powędrował gdzieś w bok. Blondynka uniosła brwi i powoli podeszła do swojego przyjaciela. Nieśmiało położyła mu dłoń na ramieniu, patrząc się na niego poważnym wzrokiem.
- Jack, czy coś złego się wydarzyło?- zapytała po raz kolejny zmartwiona nastolatka.
Chłopak spojrzał się na nią i podrapał w tył głowy.
- Ech… To nic, nic… Po prostu… Nie czuję się najlepiej, to wszystko- wydukał Jack.
Sara czuła, że jej przyjaciel coś przed nią ukrywa. Pytanie brzmiało: Co?
- A tak ogólnie to jak było w szkole?- zmienił temat białowłosy, chowając ręce do kieszeni bluzy.
- Uch, okropnie! Jutro mam pisać sprawdzian z matematyki, a większość materiału była przerabiana podczas mojej nieobecności! I jak niby mam sobie poradzić?- pożaliła się blondynka.
- Sprawdzian z matmy? Nienawidziłem tego… Gdybym był jakimś specem, to bardzo chętnie bym ci pomógł, ale sam niewiele potrafiłem, gdy chodziłem do szkoły, uwierz…
- Rozumiem… Jeżeli przez trzy stulecia nie ma się styczności ze szkołą, to można zapomnieć o wielu rzeczach. Jedyne co możesz zrobić, to trzymać za mnie kciuki!
Nagle Jack wpadł na pewien genialny pomysł. Uśmiechnął się tryumfalnie pod nosem.
- Mogę zrobić więcej niż myślisz…- powiedział tajemniczo.
- Słucham?- zapytała lekko zdziwiona dziewczyna.
- Nic, nic… Zobaczysz później, a żeby było bardziej tajemniczo… Do zobaczenia jutro!- pożegnał się szybko chłopak, unosząc się w powietrze  i machając dłonią na pożegnanie.
        Po chwili sylwetka Jack’a całkowicie zniknęła blondynce z oczu, pozostawiając ją samą w otchłani przemyśleń.




Rozdział 6:
Śnieżyca
       
        Gdy ktoś ma zły dzień, po prostu marzy o tym, aby jak najszybciej się skończył. Z pomocą przyjaciół można każdy taki dzień poprawić lub całkowicie zmienić. Jednak co się stanie, jeżeli swoboda wymknie się spod kontroli?
         Sara leżała na łóżku, odwrócona plecami do okna. Nie spała przez całą noc, ponieważ uczyła się matematyki na dzisiejszy test. Spojrzała na zegarek i dostrzegła, że jest dokładnie 7:00. Wzdychając wyskoczyła z pościeli i przeciągnęła się. Pomimo tego, że uczyła się całą noc, to i tak czuła, że nic nie potrafi. Podeszła do wielkiego okna i rozsunęła zasłony, po czym z krzykiem odskoczyła od przedmiotu. Zamrugała parę razy, nie dowierzając swoim oczom. Na zewnątrz nie widziała niczego prócz bieli. Białe, duże płatki śniegu z prędkością światła przecinały bezwładne powietrze.
         Dziewczyna natychmiast zbiegła po schodach na drugie piętro, do kuchni, gdzie zastała swoją matkę, stojącą przy blacie kuchennym. Wysoka, blondwłosa kobieta gdy spostrzegła swoją córkę stojącą w progu w samej piżamie uśmiechnęła się serdecznie.
- Dzień dobry skarbie! Widziałaś jaka straszliwa śnieżyca?- zapytała mama, a Sara szybko pokiwała głową.
- Jest… Jest wspaniała!- krzyknęła uradowana.
- Chyba już wiem dlaczego tak się cieszysz… Nie musisz…
- Iść do szkoły!- dokończyła za swoją matkę dziewczyna, skacząc z radości.- Ominie mnie sprawdzian z matematyki!
- Nie dziwię się twojej radości! Proszę, zjedz śniadanie- powiedziała kobieta White stawiając na stole porcję jajecznicy przygotowaną dla swojej córki.
- Zaraz mamuś! Dopiero wstałam, umyję się i zaraz wrócę- oznajmiła nastolatka i pobiegła do łazienki.
- Tylko szybko, bo wystygnie!
        Po śniadaniu Sara chodziła niespokojnie po domu, co chwilę patrząc przez okno. „Jack, jesteś kochany!”- pomyślała. Była pewna, że nikt inny jak nie jej najlepszy przyjaciel mógł wywołać taką śnieżycę.
        Nagle dziewczyna poczuła, że ktoś ciągnie ją za skrawek koszulki. Rozejrzała się i spostrzegła swoją młodszą siostrzyczkę- Molly. Dziewczynka miała ciemne, brązowe włosy i duże niebieskie oczęta. Wyciągnęła malutkie dłonie ku swojej starszej siostrze, a nastolatka po chwili wzięła ją na ręce i pocałowała w policzek.
- Molly, widzisz jaką piękną mamy dziś pogodę?- zapytała Sara, idąc ze swoją siostrzyczką na rękach w stronę okna w dużym, rodzinnym i nowoczesnym salonie.
2-latka zaśmiała się wesoło, ciągnąc za firankę. Nastoletnia blondynka bardzo kochała Molly, zupełnie tak jak resztę członków jej rodziny. Na zewnątrz nie można było dostrzec czegokolwiek. Warstwa śniegu przykryła absolutnie wszystko, a ciągle padające płatki śmigały w powietrzu z ogromną szybkością.
         Dwie siostry wpatrywały się w szalejącą burzę śnieżną, gdy nagle zgasły wszystkie światła w domu. Molly zarzuciła Sarze rączki na szyję, zaczynając płakać.
- Nie bój się, kochanie! Nic złego się nie stało, jesteśmy bezpieczne- uspakajała dziewczynkę starsza siostra.
Po chwili do salonu wpadł zadyszany, wysoki mężczyzna o brązowych włosach i szarych oczach.
- Nic wam nie jest?!- wydyszał zmęczony przybysz, a po chwili do pomieszczenia weszła jego żona, trzymając patelnię w dłoni.
- Och, oczywiście, że tak! Bądź facetem, David! Wiecznie się denerwujesz! Nie gorączkuj się tak, bo niedługo dostanę szału!- skarciła go kobieta.
- Wybacz kochanie, po prostu straszliwie się martwię! W całej Ameryce wysiadły korki, a to wszystko przez tę piekielną śnieżycę! Nigdy w życiu nie widziałem czegoś podobnego!- powiedział mężczyzna.- Wodę też nam odcięli…
- No to jesteśmy ugotowani!- powiedziała kobieta i wróciła do kuchni.
Po chwili David White spojrzał się na swoje dwie córki, stojące przy oknie w salonie. Uśmiechnął się wesoło i podszedł do dziewcząt.
- A co robią moje drogie panie?- zapytał żartobliwie, a Molly zaśmiała się wesoło, krzycząc „Tata!”.
- Nic tatku… Po prostu obserwujemy. Naprawdę przez tę śnieżycę nie mamy prądu ani wody?- zapytała Sara.
- Tak! Wydaje mi się, że to największa burza śnieżna, jaką świat w ogóle widział!
***
         Sara leżała na łóżku w swoim pokoju, pogwizdując. Przed nią leżał jej szkicownik, w którym powstawał jakiś nowy rysunek. To był jeden z najszczęśliwszych dni jej życia! Ominął ją sprawdzian z matematyki, a na dodatek szykowała się Zima Stulecia. Dziewczyna wprost uwielbiała tę porę roku. Wesoła nastolatka zwinnie poruszała ołówkiem po białej kartce papieru, tworząc kolejny szkic. Obiecała sobie, że gdy następnym razem spotka Jack’a podziękuje mu tak serdecznie jak tylko potrafi.
- Chciałabym, żebyś tu był…- powiedziała cicho Sara i westchnęła.
Nagle usłyszała dziwny szum. Podniosła głowę znad swojego notesu i krzyknęła przerażona. Dosłownie przez ułamek sekundy tuż przed nią spostrzegła jakiś podejrzany wir kolorów, który zaraz zniknął, wyrzucając ze swojego wnętrza jakąś postać, która upadła na podłogę. Zdziwiona blondynka niepewnie zeszła z łóżka, aby sprawdzić co lub kto z tego portalu wypadł. Po chwili rozpoznała tajemniczego przybysza, którym okazał się być Jack.
- Ała… Nienawidzę tych portali!- zdenerwował się.- Moje plecy…
- Matko Boska, nic ci nie jest?!- krzyknęła przerażona dziewczyna, pomagając swojemu przyjacielowi podnieść się z twardej podłogi.
- Uch, tak… Po prostu nigdy nie wychodzi mi lądowanie…- zażartował chłopak i dźwignął się na nogi.
Nagle dwójka nastolatków usłyszała wołanie z dolnego piętra budynku.
- Saro, z kim ty tam rozmawiasz? Wszystko w porządku?- krzyknęła matka dziewczyny.
- Yyyy… Tak, tak, jest ok, tylko… Ja… Eee…- jąkała się dziewczyna i spojrzała na Jack’a, szukając pomocy.
Chłopak rozejrzał się szybko po pokoju przyjaciółki.
- Słuchałaś muzyki!- szepnął.
- Z nikim nie gadałam, tylko słuchałam muzyki… Z telefonu!- odkrzyknęła blondynka.
Jej matka już się nie odezwała. Jack odetchnął z ulgą i uśmiechnął się.
- Więc… Jak ci się podoba moja niespodzian…
Nie dokończył, ponieważ Sara natychmiastowo zarzuciła mu ręce na szyję i przytuliła go mocno. Jego ciało było straszliwie zimne, więc dziewczyna wzdrygnęła się za pierwszym razem, lecz po chwili przyzwyczaiła się do temperatury organizmu swojego przyjaciela. Chłód bijący od ciała chłopaka dla większości ludzi byłby odpychający, lecz nie dla szczęśliwej nastolatki. Dla niej najważniejsze było to, że serce jej przyjaciela było na tyle ciepłe, aby ją ogrzać.
        Jack otworzył szerzej oczy, a jego wargi zadrżały. Wziął głęboki oddech i po chwili wypuścił powietrze. Po raz pierwszy od kilkuset lat poczuł ciepło bijące od ciała prawdziwego człowieka. Kiedy gorące dłonie dziewczyny oplotły jego szyję ogarnęło go bardzo dziwne uczucie. Jeszcze nigdy nie czuł czegoś podobnego. Nie umiał wytłumaczyć co w tym momencie ogarnęło jego umysł. Nie był rozdrażniony ani zły. Był w jakiś sposób szczęśliwy i zrelaksowany. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie, lecz nadszedł moment, w którym Sara opuściła swoje dłonie, uśmiechając się promiennie do chłopaka. Jego niebieskie oczy wpatrywały się w nią w jakiś nieznany ludziom sposób.
- Jesteś kochany…- szepnęła dziewczyna, a Jack uśmiechnął się powoli.
- Dla przyjaciół wszystko- odpowiedział, po czym spuścił wzrok.
Sara popatrzyła się na niego z lekkim zdziwieniem w oczach. Gdzie się podział jego dobry humor? Czasami zbyt szybko zanikał…
- Pozwól mi jeszcze raz dotknąć swojej dłoni… Proszę- powiedział cicho chłopak, a blondynka nieśmiało podała mu rękę.
Jack delikatnie zetknął swoje palce z palcami dziewczyny. Jego duże, silne ręce powoli spotkały się z nieznanym mu wcześniej ciepłem.
- Twoje dłonie są jakieś… Inne. Takie drobne i niewinne. Czujesz różnicę między moimi rękoma a twoimi?- zapytał zafascynowanym głosem białowłosy.
- Umm… Twoje dłonie są potężne, ale… Zimne…- wydukała Sara.- Pomimo wszystko, to… To nie jest takie uczucie jakiego doświadczam na co dzień… Chłód bijący od twoich rąk jest inny… Przyjemny.
Dziewczyna zaczerwieniła się, a drugą, wolną dłonią zaczesała swoje włosy do tyłu, przez przypadek ukazując większą część swojej rumianej twarzy.
- Twoje policzki… Czy one też są takie ciepłe?- zapytał ciekawy Jack i powoli dotknął twarzy nastolatki.
Nagle odsunął się gwałtownie, przymykając oczy.
- Nie powinienem był tego robić… Zapomnijmy o całej sytuacji- powiedział szybko i przeniósł swój wzrok w stronę podłogi.
- C-Co się stało? Jack, czy wszystko w porządku?- zmartwiła się Sara, podchodząc do chłopaka opierającego się o fioletową ścianę jej pokoju.
- Nie jest dobrze Saro, nie jest dobrze… Nie powinienem był cię dotykać- odpowiedział smutno niebieskooki.- Nie wolno mi…
- Co? Ktoś zabrania ci mnie dotykać? O czym mówisz, bo nie rozumiem…- zapytała zdezorientowana blondynka.- Przecież jesteśmy przyjaciółmi… Pomogę ci jeżeli masz jakiś problem.
- Nic nie możesz na to poradzić… Tak mówi prawo… Bycie Strażnikiem ma swoje wady… Skończmy ten temat. Nie mogę ci powiedzieć nic więcej…- powiedział poważnie Jack i spojrzał się na Sarę.
Po chwili zbliżył się do drzwi i przekręcił w nich zamek.
- D-Dlaczego zamknąłeś drzwi?- zapytała dziewczyna, a chłopak uśmiechnął się.
- Spokojnie, nie bój się. Po prostu chciałbym cię z kimś zapoznać…- powiedział białowłosy i wyciągnął z kieszeni jakąś kulę.
Była na tyle mała, że mieściła się w dłoni, a w środku fruwały białe płatki śniegu. Jack wziął Sarę za rękę i potrząsnął kulą.
- Biegun Północny- wyszeptał cicho i po chwili zwrócił się do swojej przyjaciółki.- Trzymaj się mocno!
- O czym ty…
Nagle ona i Strażnik Zabawy zaczęli opadać w jakieś dziwne miejsce. Wokoło dziewczyna widziała tylko miliony kolorów, a jej przytulny pokój zaczął się oddalać, aż w końcu całkowicie straciła go z oczu. Nerwowo trzymała zimną dłoń swojego przyjaciela, piszcząc ze strachu. Szybkość z jaką opadali była dla niej zbyt przerażająca.
- Uwaga, lądujemy!- krzyknął Jack i nagle oboje poczuli, że uderzają o coś straszliwie twardego.
Sara ze strachu zamknęła oczy, gdyż nie chciała wiedzieć gdzie się znajduje. Po chwili jednak uniosła jedną powiekę, a za chwilę drugą. Ona i niebieskooki chłopak leżeli na jakiejś podłodze w nieznanym jej pomieszczeniu. Jack zaczął się wesoło śmiać, a Sara cały czas ściskała jego lodowatą dłoń.
- No prawie nam się udało!- zaśmiał się chłopak i wstał z podłoża, po czym pomógł przyjaciółce dźwignąć się na nogi.
Nastolatka rozejrzała się dookoła. Znajdowała się w wielkim, kulistym, czerwonym pomieszczeniu z kilkunastoma wąskimi i długimi oknami. Gdzieniegdzie znajdowały się wysokie filary. Najbardziej przykuła jej uwagę ogromna replika kuli ziemskiej, na której większej części paliły się malutkie światełka. W około porozstawiane były przeróżne stoliki i biurka, na których panował olbrzymi bałagan.
- Hej, jest tu kto?! Halooo! Wychodźcie! Nie bójcie się, ta dziewczyna to moja przyjaciółka!- krzyczał Jack.- No dalej! To nastolatka i w nas WIERZY!
- Nastolatka…?- zabrzmiał melodyjny, kobiecy głos. 
            Zza filaru wysunęła się jakaś wysoka postać, która tylko po części przypominała człowieka. Była to istota budową przypominająca kobietę, lecz na jej całym ciele znajdowały się pióra w odcieniach żółtego, niebieskiego i zielonego. Na głowie stworzenia można było dostrzec przepiękny, długi pióropusz. Pióra pokrywały również część nosa postaci. Oczy „kobiety” były duże i miały kolor fioletu lekko przechodzącego w róż. Istota posiadała bardzo długie, jasnofioletowe ,efektowne rzęsy. Postać miała duże, różowe skrzydła ważki.
         Spod stołu wyłonił się wielki, wysoki zając. Jego futro miało jasny, niebieski odcień. Na dłoniach nosił ciężkie, skórzane bransolety, a jego mądre, zielone oczy wpatrywały się w dziewczynę z podejrzeniem. Przez jego pierś przebiegał długi pas, przy którym umocowane były jajka pomalowane na przeróżne odcienie.
        Jako ostatni z innego pomieszczenia wyszedł wielki i straszliwie gruby człowiek. Miał długą, białą brodę, a ubrany był w czerwony kubrak i ocieplającą jego głowę futerkową czapkę.
        Trzy zdziwione postaci stanęły obok siebie i wlepiły swoje oczy w  Sarę. Nastolatka przełknęła ślinę. Jack odchrząknął głośno, po czym wraz ze swoją przyjaciółką stanął bliżej trzech istot. Nagle kobieta, której ciało pokryte było piórami podleciała na swoich skrzydłach w stronę Jack’a i przytuliła go mocno.
- Nareszcie wróciłeś! Martwiłam się o ciebie- powiedziała pięknooka, uśmiechając się do nastolatka.
Chłopak zaśmiał się nerwowo.
- Eeee… Saro, to jest Zębowa Wróżka-Strażnik Wspomnień. Zębuszko, to moja przyjaciółka-Sara White- przedstawił je sobie Jack.
- Cześć, miło mi cię poznać- powiedziała nieśmiało blondynka, a czarodziejka uśmiechnęła się do niej i nagle jej palce powędrowały do ust dziewczyny.
Zębowa Wróżka otworzyła buzię nastolatce, patrząc na jej zęby.
- Och, widzę, że bardzo o nie dbasz! Są piękne!- pochwaliła uzębienie Sary Zębuszka.- Jestem Strażnikiem Wspomnień dlatego, że w zębach, które zbieram znajdują się wspomnienia z dzieciństwa.  W moim pałacu mam mnóstwo takich historii, w tym również twoją!
- Ząbek, wystarczy!- powiedział wysoki mężczyzna z długą, białą brodą, a czarodziejka zabrała palce od ust dziewczyny.
- Mnie to już chyba panienka kojarzy… Nord, ale myślę, że znasz mnie lepiej jako Świętego Mikołaja, nieprawdaż?- odezwał się ten sam człowiek, uśmiechając się poczciwie do Sary.- Od zawsze byłaś grzeczną dziewczynką, myślę, że taką pozostaniesz!
- Taaa… Nord jest Strażnikiem Zachwytu, czy jakoś tak… Nie pamiętam dokładnie, ale wiem, że pilnuje, aby Boże Narodzenie przeminęło jak najlepiej… A tamten zmutowany zwierzak, o ten- mówił Jack wskazując na wysokiego zająca- to Wielkanocny Kangur!
- Że jak?!- krzyknęło zwierzę, podchodząc do chłopaka i patrząc się na niego groźnie.
Zając był wyższy od Jack’a o około 10 centymetrów, lecz nastolatkowi w żaden sposób to nie przeszkadzało.
- Jestem zającem- wycedził oburzony zwierzak i spojrzał się na zdezorientowaną Sarę.- Zając Wielkanocny, Strażnik Nadziei. Miło mi poznać.
- Jeszcze tylko brakuje Piaska, ale jego już znasz, więc… Przed chwilą zapoznałaś wszystkich Strażników Marzeń!- oznajmił uśmiechnięty Jack.
Sara zaczęła rozglądać się dookoła. To ogromne pomieszczenie wprawiało ją w zachwyt. Nagle usłyszała, jak ktoś wypowiada jej imię.
- Ekhm… Saro, Jack… Czy wy tak na poważnie?- zapytał Nord, patrząc się na dwójkę nastolatków.
- Nie, nie! Sara to jedynie…
- No, no!- krzyknął Zając.- Kto by pomyślał? Nasz bałwan znalazł sobie dziewczynę!
- Nie!- krzyknął speszony chłopak.
- Przecież nie ma się czego wstydzić… Po prostu…
- DAJCIE MI WSZYSCY ŚWIĘTY SPOKÓJ!!!- krzyknął na cały głos nastolatek i ze złością uderzył swoją magiczną laską w podłogę, którą pokryły przeróżne wzory mrozu, a w twarze wszystkich innych Strażników zawiał silny i chłodny wiatr.
        Wszystko ucichło. Jack dyszał ciężko, a wystraszona Sara stała obok niego. Cisza trwała nie więcej jak parę sekund, po czym chłopak machnął swoją różdżką w powietrzu i westchnął.
- Wybaczcie… Po prostu odrobinę się zdenerwowałem… Ja i Sara jesteśmy tylko przyjaciółmi. Nikim więcej…- powiedział Jack i zrezygnowany oparł się o ścianę.
Sara powoli podeszła do ogromnej repliki kuli ziemskiej i zaczęła przyglądać się światełkom migocącym na różnych kontynentach.
- Przepraszam, ale czy mogę wiedzieć do czego to służy? Jestem niezmiernie ciekawa…- zapytała nastolatka z nieukrywanym zainteresowaniem w głosie.
 Zębowa Wróżka wzbiła się w powietrze i podleciała do wiernej i dużej repliki, wskazując na jedno ze świateł.
- Każde światełko to dziecko… Dziecko, które w nas wierzy… W Strażników…- oznajmiła Zębuszka, uśmiechając się lekko do Sary.
- Ooo… Dużo tego… I to bardzo…
- Któreś światełko oznacza również ciebie…- powiedziała czarodziejka, podlatując do zdziwionej dziewczyny.- Niesamowite…
- Chronicie te wszystkie dzieci na raz? To musi być trudne…- zauważyła blondynka.
- Każde dziecko. Małe czy duże, grzeczne czy nie- my je chronimy. Oczywiście mówiąc o „dzieciach” mam na myśli również pewną wyjątkową nastolatkę…- powiedział Jack, podchodząc do Sary i Zębuszki.
Zając Wielkanocny trącił Norda w bok, śmiejąc się pod nosem. Białowłosy chłopak podrzucił swoją różdżkę i chwycił ją w prawą dłoń, za chwilę przerzucając do lewej.
- Ekhm… Jack, czy mógłbyś mi wyjaśnić to, co zrobiłeś tej nocy?- zapytała Zębowa Wróżka.
- Aaaa, mówisz o pogodzie? No cóż… Taka mała zabawa z korzyścią dla innych…- odpowiedział nastolatek, śmiejąc się.- Super, nie?
- No… No tak, ale… Prosiłabym, abyś już skończył tę zabawę. Muszę pracować, zapomniałeś? Zbieram zęby spod poduszek dzieci na całym świecie, a przez tą śnieżycę nie wykonam swojego zadania… Rozumiem, że chcesz się bawić, Jack, ale chyba wystarczy, nie uważasz?- powiedziała Zębuszka, patrząc się z powagą na młodego Strażnika Zabawy.
- W pełni zgadzam się z Ząbkiem!- odezwał się swoim rosyjskim akcentem Nord.- Zostało mi 5 dni do Gwiazdki, mój drogi!
Jack wywrócił teatralnie oczami i włożył ręce do kieszeni bluzy. Zaczął coś cicho bełkotać pod nosem. Coś, co brzmiało jak „No nie wiem, nie wiem…”. Niebieskooki nastolatek przycupnął na krawędzi jednego z biurek stojących w pomieszczeniu i westchnął ciężko.
- No dobra…- powiedział niezadowolony buntownik i nasunął kaptur swojej granatowej bluzy na głowę.- Zaraz wracam, muszę zatrzymać tę burzę śnieżną.
- Idę z tobą!- zadeklarowała się Sara.
Pozostała trójka Strażników wymieniła porozumiewawcze spojrzenia. W końcu popatrzyli się na Jack’a, który już brał dziewczynę pod rękę i zaczynał jej coś tłumaczyć, gdy nagle odezwał się Nord.
- Zaczekajcie! Uważacie, że to rozsądne i bezpieczne?- zapytał niepewnie gruby mężczyzna, a Strażnik Zabawy machnął ręką.
- Oj, dajcie spokój! Przecież będzie ze mną, nic jej się nie stanie- uspokoił resztę nastolatek i zdjął jakiś duży płaszcz z wieszaka, podając go swojej przyjaciółce.- Zapnij się szczelnie i załóż kaptur. Gdyby coś się działo masz krzyczeć.
        Jack i jego przyjaciółka stali na szczycie największego lodowca na Biegunie Północnym. Aby zatrzymać tę śnieżycę Duch Zimy musiał znajdować się w bardzo wysokim miejscu. Wiatr był tak potężny, że biedna i zmarznięta Sara musiała trzymać się mocno swojego przyjaciela, aby nie oderwać się od podłoża i nie odlecieć.
- Wszystko w porządku?!- krzyknął głośno chłopak, aby zagłuszyć odgłosy wiejącego wiatru.
- Tak! Załatwiaj swoje i wracamy!- odkrzyknęła blondynka, ściskając ramię niebieskookiego.
Jack wiedział, że musi działać szybko. Wyciągnął przed siebie swoją magiczną laskę, trzymając ją mocno, po czym przymknął oczy i przeniósł całą swoją wewnętrzną potęgę do przedmiotu. Ścisnął różdżkę jeszcze mocniej.
- No dalej, dalej…- szepnął do siebie.
Otworzył oczy zdziwiony. Na jego rozkaz wiatr powinien przestać dąć, płatki śniegu powoli zakończyć przemieszczanie się z prędkością światła, a temperatura powinna stać się odrobinę wyższa.
        Nie chcąc zamartwiać swojej przyjaciółki spróbował ponownie. Nie zadziałało. Wprost przeciwnie- chłopak poczuł, że wszystko stało się potężniejsze i to kilkakrotnie!
- Co się dzieje?!- krzyknęła Sara, kurczowo trzymając swojego przyjaciela pod rękę.- Jack, błagam, zatrzymaj to, bo zaraz zamarznę!
Strażnik Zabawy wziął głęboki wdech i spróbował ponownie. Tym razem postanowił dać z siebie wszystko.
        Sara widziała jak białowłosy nastolatek dzielnie walczy z wiatrem i zimnem, widziała jak bardzo się stara… Spostrzegła, że jego palce jeszcze mocniej zacisnęły się na lasce. Jego dłonie słabły, powoli zaczynały się trząść. Dziewczyna spojrzała na chłopaka. Gdy widziała jego cienką, granatową bluzę powiewającą na wietrze i zaczerwienione, bose stopy przechodziły po niej ciarki. Wolała nie wiedzieć czy Strażnikowi Zabawy jest zimno czy też nie. W końcu to on panował nad mrozem i śniegiem, więc nigdy nie marzł…
        Jack czuł jak wiatr uderza go w twarz, wyczuwał również jak paznokcie Sary ze strachu i zimna wbijają się delikatnie w jego silne ramię. W pewnym momencie różdżka chłopaka zaczęła mienić się pięknym, błękitnym światłem.
- Jeszcze trochę…- szepnął wykończony walką z wiatrem chłopak.
Nabrał powietrza w płuca, zebrał wszystkie siły, które mu pozostały i krzyknął:
- WIETRZE, PRZESTAŃ!!!
Nagle wszystko ucichło. Wiatr przestał dąć, śnieg skończył padać…
        Jack upadł zmęczony na kolana. Odetchnął z ulgą. Mało brakowało, a straciłby przytomność na miejscu. Już podnosił głowę, już chciał uśmiechnąć się do swojej przyjaciółki, gdy nagle do jego uszu dobiegł dziewczęcy pisk.
        Chłopak rozejrzał się dookoła i nagle spostrzegł, że jego przyjaciółka, trzyma się krawędzi przepaści. Podbiegł do niej szybko i złapali się za ręce, gdy nagle ponownie poczuł zimny wiatr na plecach.

         Wszystko to, co jeszcze przed chwilą powstrzymał  wróciło, ale stokrotnie silniejsze. Nim Jack zdążył się zorientować, to opadał w dół przepaści, trzymając blondynkę za rękę. W drugiej dłoni trzymał swoją różdżkę. Pospiesznie przyciągnął Sarę do siebie, a dziewczyna zacisnęła swoje drobne dłonie na bluzie chłopaka. Młody Strażnik próbował wzbić się w powietrze, lecz wiatr był zbyt silny. Nastolatek był wykończony, lecz po raz ostatni zebrał w sobie tyle siły, aby odlecieć. Jak strzała pomknął w stronę fortecy Norda, po chwili wpadając z hukiem do ciepłego i dużego pomieszczenia. 



Rozdział 7 

„Klejnot Duszy”

         Gdy ludzie posiadają kogoś, dla kogo poświęciliby swoje życie i zostawiliby wszystko to, co jest dla nich najważniejsze, wiele spraw może się skomplikować. W niektórych przypadkach wszystko może odmienić się nie do poznania.
         Jack i Sara leżeli na zimnej podłodze w siedzibie Norda, inaczej zwanego Świętym Mikołajem. Jack Mróz próbował powstrzymać ogromną śnieżycę, którą sam wywołał, lecz nie udało mu się to.
         Do dwójki nastolatków podbiegła reszta Strażników- Zębowa Wróżka, Wielkanocny Zając, Piasek, który niedawno powrócił do siedziby i Nord.
- Wszystko w porządku?- zapytała Zębuszka, pochylając się nad przyjaciółmi leżącymi na twardym podłożu.
Sara zamrugała parę razy oczami i zmieniła pozycję z leżącej na siedzącą. Dotknęła swojego czoła i westchnęła.
- Tak, już wszystko dobrze…- odpowiedziała dziewczyna.
Po chwili przeniosła swój wzrok na przyjaciela. Jack ciągle nie wstawał. Jedyne co robił to co chwilę otwierał, to znów przymykał oczy i dyszał ciężko. Zębuszka popatrzyła na niego zmartwionym wzrokiem.
- Jack, co się dzieje?- zapytała wróżka.
- Boli…- odpowiedział szeptem chłopak.- Strasznie boli…
- Ale co?- dopytywał się Zając Wielkanocny.
- Wszystko!- odkrzyknął zachrypniętym głosem białowłosy młodzieniec i nagle syknął z bólu.- Nie mogę się ruszyć…
Pozostali Strażnicy otoczyli jego i Sarę, która siedziała tuż przy swoim przyjacielu. Nad główką Piaska pojawił się znak zapytania. Zębuszka dotknęła dłoni Jack’a, a nastolatek nagle krzyknął z bólu, a po jego policzkach szybko popłynęły łzy. Jego ręce były całkowicie czerwone, a palce chłopaka cały czas drżały.
- Oparzyłeś się… Tylko pytanie brzmi „O co?”…- powiedziała cicho wróżka, trzymając dłoń niebieskookiego.
Kiedy czarodziejka delikatnie ścisnęła rękę Strażnika Zabawy, on zapłakał głośno.
- NIE DOTYKAJ MNIE! ODSUŃ SIĘ, DAJ MI ŚWIĘTY SPOKÓJ!!!- wydarł się na Zębuszkę, która przerażona odsunęła się od chłopaka.
Jack westchnął ciężko, bezwładnie odwracając głowę w stronę Sary. Dziewczyna  trzęsącymi rękoma otarła łzy z jego policzków. Jeszcze nigdy nie miała okazji zobaczyć swojego przyjaciela płaczącego z bólu.
- Pokaż nam swój Klejnot Duszy, szybko!- polecił Nord.
- Co ma wam pokazać?- zapytała zdezorientowana Sara, po czym zaczęła uspakajać Jack’a, który znów zaczynał cicho szlochać.
Zębowa Wróżka sięgnęła za bluzę chłopaka i po chwili z jego szyi odpięła złoty medalik z dużym, granatowym kryształem na końcu, okalanym przeróżnymi metalowymi zdobieniami. Wisiorek zawsze był schowany pod ubraniem młodzieńca. Naszyjnik mienił się niebieskim światłem, lecz po chwili aura znikała- i tak co kilka sekund. Gdy Zębuszka obejrzała dokładnie naszyjnik, to krzyknęła z przerażenia. Reszta Strażników również wstrzymała swoje oddechy. Sara popatrzyła na wszystkich ze zdziwieniem w oczach.
- Co się stało? Co to za wisiorek?- dopytywała się zdezorientowana dziewczyna.- Nic nie rozumiem…
- Saro-zaczęła jej tłumaczyć Zębuszka- to Klejnot Duszy należący do Jack’a. Każdy Strażnik taki posiada. Z tych medalionów czerpiemy nasze siły. Jak już wiesz, istniejemy tylko dzięki temu, że dzieci w nas wierzą, lecz to nie one przydzieliły nam nasze zadania, nie wybierały nas na swoich obrońców. To księżyc to zrobił. Około 600 lat temu powiedział nam, że takie jest nasze przeznaczenie. Każdy z nas był kiedyś zwykłym człowiekiem takim jak ty, Saro… Wszyscy z wyjątkiem Zająca, oczywiście… Gdy księżyc nas wybrał podarował nam Klejnoty Duszy. Dzięki nim również istniejemy. Są niezbędne, a gdy zostaną zniszczone, to Strażnik traci całą swoją moc, lecz okres, w którym ta potęga go opuszcza jest niezwykle bolesny. U Jack’a można zaobserwować „Przesilenie”, czyli zużył za dużo energii i jego Klejnot Duszy wariuje. Jeżeli wysiądzie, to Jack boleśnie straci swoją moc, a na całej Ziemi wiecznie będzie panować ta okropna śnieżyca, ponieważ on nie będzie posiadał swojej mocy i nie zatrzyma tej anomalii pogodowej.
Nastała głucha cisza. Sara patrzyła się na Zębuszkę z szeroko otwartymi oczyma. Dziewczyna próbowała zrozumieć to, co przed chwilą dotarło do jej uszu- Jack, Klejnot Duszy, śnieżyca… To wszystko było dla jej ludzkiego umysłu zbyt trudne! Jedyne co zdołała zrozumieć, to to, że jej najlepszy przyjaciel cierpi.
        Sara otarła kolejne łzy z policzków leżącego na podłodze chłopaka, po czym spojrzała się na jego dłonie. Były całe zaczerwienione, a palce Strażnika drżały. Zębowa Wróżka uznała, że jej przyjaciel się oparzył, a nastoletnia dziewczyna przypomniała sobie moment, kiedy ona i Jack stali na szczycie najwyższego wzniesienia na Biegunie Północnym. Chłopak próbował zatrzymać okropną śnieżycę panującą w całej Ameryce. Skupiał się i przenosił całą swoją wewnętrzną energię do magicznej laski, którą ściskał w dłoniach. Zapamiętała, że z różdżki zaczęło wydobywać się ogromne, rażące, błękitne światło. Czuła siłę, która biła od magicznego obiektu. Była na tyle potężna, że istniało prawdopodobieństwo, że tą energią zranił się Jack.  
        - Oddajcie mi ten Klejnot Duszy. Spróbuję go naprawić- przerwał ciszę Nord, a Zębuszka podała mu wisiorek, który trzymała w ręce.
Młody Strażnik Zabawy ponownie cicho syknął z bólu. Sara spojrzała się na niego ze smutkiem w oczach, dopiero teraz zdając sobie sprawę z własnej bezsilności. Bardzo chciała pomóc cierpiącemu przyjacielowi, lecz jako zwykły śmiertelnik nie mogła absolutnie nic zdziałać.
- W-Wybacz Saro… Nie chciałem, żebyś kiedykolwiek zobaczyła mnie w takim stanie…- powiedział słabo Jack, a na jego twarzy pojawił się wymuszony uśmiech, tłumiony przez ból.
Dziewczyna próbowała się odezwać, lecz czuła, że głos uwiązł jej w gardle. Co miała odpowiedzieć? Wszystko to, co chciała wyrazić słowami wyraziła łzami, które niespodziewanie popłynęły po jej policzkach. Nastolatka załkała cicho, dzielnie próbując zaprzestać rozpaczania, lecz pomimo wszystko uczucia przepełniające jej serce były o wiele silniejsze.
- Proszę, przestań płakać… Nienawidzę patrzeć jak się smucisz…- powiedział cicho białowłosy młodzieniec.
Nagle gorąca łza Sary upadła na jego zimny jak lód policzek. Jack uśmiechnął się, gdy ciepła kropla zetknęła się z jego chłodną twarzą. W pewnym momencie poczuł się bardzo senny. Powoli przymknął oczy, aż w końcu pogrążył się we śnie.
        Wargi Sary zadrżały, lecz nagle poczuła, że ktoś pogłaskał ją po włosch.
- Spokojnie, tylko zasnął. Jest wyczerpany- wyjaśnił jej Zając Wielkanocny.
Nord wziął w dłonie granatowy Klejnot Duszy należący do Jack’a i obejrzał wisiorek z każdej strony.
- Spróbuję to naprawić, a wy w tym czasie zabierzcie Sarę do domu- oznajmił mężczyzna, a dziewczyna nagle zerwała się z podłogi, na której siedziała.
- Nie ma mowy! Zostaję!- buntowała się blondwłosa nastolatka.- Jack to mój przyjaciel! Chcę być przy nim kiedy cierpi…
- Pomyśl o swojej rodzinie. Zniknęłaś tak nagle… Zapewne bardzo się o ciebie martwią- powiedziała Zębuszka.
Sara była rozdarta. Czarodziejka miała rację. Jej rodzina zapewne bardzo się o nią martwi, ale co będzie z Jack’iem? Dziewczyna nie chciała go zostawiać między innymi dlatego, że był jej najlepszym przyjacielem i zawsze był przy niej w trudnych chwilach. Kilka razy nawet uratował jej życie. Gdyby Sara miała wybór, to zapewne oddałaby wszystko, aby pomóc cierpiącemu chłopakowi.
- Dobrze, pójdę, ale… Obiecajcie, że jutro znów będę mogła tu wrócić…- uległa blondwłosa nastolatka, stawiając jednak swój warunek.
Strażnicy Marzeń wymienili między sobą porozumiewawcze spojrzenia. Po chwili Nord wyjął z kieszeni małą, lecz piękną, skrzącą się złotem broszkę w kształcie księżyca, po czym podał ją Sarze.
- Kiedy będziesz chciała nas odwiedzić po prostu wypowiedz na głos słowa „Biegun Północny”. Ta broszka służy do teleportacji, ale może cię przenieść jedynie do naszej siedziby i jej okolic lub twojego domu- nigdzie indziej!- oznajmił mężczyzna, a Sara ścisnęła w dłoni ozdobę, którą dostała.
Dziewczyna westchnęła ciężko i oddaliła się od Strażników. Spojrzała na wysokiego, silnego Zająca Wielkanocnego, który wziął na swoje łapy nieprzytomnego Jack’a, aby zanieść go w miejsce, gdzie będzie mógł spokojnie wypocząć.

        Przymykając oczy, Sara szepnęła cicho „Dom…”, po czym poczuła, że odrywa się od ziemi. Wracała do swojego miejsca zamieszkania, choć tak naprawdę jej serce ciągnęło ją do innego pokoju niż ten, w którym miała się za chwilę znaleźć. 



Rozdział 8 

„Potega przyjazni”

        Mówi się, że nie ma potężniejszej więzi niż miłość. Wręcz przeciwnie- istnieje uczucie, które jest równie silne- to przyjaźń. Istnieją wyjątkowe więzi, lecz warto wspomnieć o jednej niezwykłej zawartej pomiędzy pewną bezbronną nastolatką, a nieśmiertelnym, młodym Strażnikiem.
        Sara leżała na łóżku, okryta kocem. W jej pokoju było niesamowicie zimno. Dziewczyna ciągle rozmyślała o swoim cierpiącym przyjacielu. Bardzo chciałaby być przy nim, pocieszać go i pomagać mu tak, jak tylko umie najlepiej. Teraz, kiedy ona spokojnie wypoczywała w swoim przytulnym pokoju młody Strażnik Zabawy przeżywał katusze. Sara obwiniała siebie za to, że Jack musi cierpieć. Wszystko zaczęło się od zwykłego testu z matematyki, którego dziewczyna straszliwie się bała. Chłopak pomyślał, że wywoła okropną śnieżycę, przez co jego przyjaciółka nie będzie musiała iść do szkoły i pisać sprawdzianu. Całe zamieszanie zaczęło się od tego, że anomalia pogodowa wymknęła się spod kontroli. Jack nie był wystarczająco silny, aby ją zatrzymać. Zużył tak wiele energii, że jego Klejnot Duszy; czyli wisiorek dający mu jego moc, został poważnie uszkodzony. Kiedy ów medalion zostanie zniszczony cała potęga należąca do danego Strażnika opuszcza go, lecz okres ten jest niezwykle bolesny. Dokładnie to okropieństwo działo się z niegdyś potężnym, panującym nad zimą Jack’iem Mrozem- Strażnikiem Zabawy.
        Sara miała niezwykłe wyrzuty sumienia. Jej umysł zaprzątały przeróżne myśli i zakończenia tej straszliwej historii- większość nie zapowiadała się wesoło.
        Na zewnątrz wciąż szalała śnieżyca. W całych Stanach Zjednoczonych zabrakło już prądu i wody. Większość ludzi uważała, że nadchodzi kolejna Epoka Lodowcowa.
- Saro, śniadanie gotowe!- nastolatka usłyszała głos swojej matki.
Dziewczyna wstała z łóżka i zeszła po schodach, po czym pojawiła się w kuchni. Przy stole siedziała jej młodsza, 2-letnia siostrzyczka- Molly, ojciec i matka. Wszyscy zajadali się kanapkami przyrządzonymi przez kobietę. Sara zajęła swoje miejsce przy stole.
- Dzień dobry, kochanie- przywitał się z nią ojciec, David White.
- Cześć tato- odpowiedziała cicho dziewczyna i wzięła do ręki małą kanapkę.
Rodzice od razu spostrzegli, że ich córka bardzo się czymś zamartwia.
- Co się stało, żabciu?- zapytała matka.
Nastoletnia blondynka pokręciła przecząco głową i westchnęła.
- Nic… Tylko bardzo martwię się tą śnieżycą, to wszystko…- skłamała Sara i wzięła gryz kanapki.
        Po zjedzeniu śniadania ojciec musiał zająć się swoją młodszą córeczką, która rozpłakała się z powodu ciągłej niskiej temperatury w jej pokoiku. Matka natomiast postanowiła porozmawiać z Sarą.
- Kochanie-zaczęła- jeżeli masz jakiś problem, to wiedz, że ja i tata zawsze możemy ci pomóc. Dlaczego się smucisz? Chodzi o jakiegoś chłopaka? Złamał ci serce?
- Mamo, przestań- powiedziała dziewczyna.- To nie jest zabawne. Powiedziałam wam, że martwię się tą śnieżycą, ponieważ ciągle nie ustaje. Przestańcie zadawać mi głupie pytania…
***
        Nadszedł wieczór. Pomimo tego, że było jeszcze w miarę wcześnie Sara postanowiła położyć się spać, a przynajmniej tak powiedziała swojej mamie. W sekrecie, przy pomocy magicznej broszki, którą dostała od Norda postanowiła udać się na Biegun Północny, aby sprawdzić czy stan zdrowia jej przyjaciela się polepszył. Zamknęła drzwi od swojej sypialni, po czym wzięła do ręki złotą broszkę w kształcie księżyca. Westchnęła i przymknęła oczy. Cicho wypowiedziała słowa „Biegun Północny” i nagle poczuła, że gdzieś opada. Automatycznie została przeteleportowana do siedziby należącej do Norda.
        W pewnym momencie Sara poczuła twarde podłoże pod stopami. Otworzyła oczy i spostrzegła już znajome jej kuliste pomieszczenie, wsparte kilkoma kolumnami. Na środku sali znajdowała się ogromna replika kuli ziemskiej, na której świeciły się malutkie światełka. Każde jedno oznaczało dziecko, które wierzy w pięciu Strażników Marzeń- Norda, Zająca Wielkanocnego, Zębową Wróżkę, Piaskowego Ludka i Jack’a Mroza.
        Na spotkanie dziewczynie wyszła Zębuszka. Istota była wysoka, a jej ciało pokryte było piórami w odcieniach niebieskiego, zielonego i żółtego. Jedynymi miejscami, w których można było spostrzec brak piór była twarz i dłonie czarodziejki. Wróżka posiadała duże, fioletowe oczy i długie, efektowne rzęsy, a na głowie znajdował się wysoki pióropusz. Zębuszka podleciała do nastoletniej blondynki na swoich dużych skrzydłach ważki.
- Och, Saro! Spodziewaliśmy się ciebie!- oznajmiła czarodziejka.- Piaska niestety nie zastaniesz, ponieważ musi wykonywać swoją pracę- rozsiewa Piasek Snów, aby dzieciom śniły się same dobre sny.
- Rozumiem… Przyszłam odwiedzić Jack’a. Obudził się?- zapytała z nadzieją w głosie Sara.
Zębowa Wróżka pokręciła przecząco głową, a blondynka posmutniała. Zębuszka położyła jej dłoń na ramieniu i uśmiechnęła się delikatnie.
- Nie martw się. Na pewno niedługo się obudzi!- pocieszyła dziewczynę czarodziejka.
- Nieśmiertelność to pewnie wspaniała sprawa, co…?- powiedziała Sara.
Wróżka zaprowadziła gościa w stronę małej kanapy, po czym obie usadowiły się na niej.
- Dlaczego zadajesz mi takie pytanie?- zapytała zdziwiona, lecz ciągle uśmiechnięta Zębuszka.
- Chciałabym być Strażnikiem. Takim jak ty, Jack i reszta… Byłabym nieśmiertelna i pomagałabym dzieciom… Czy istnieje lepsze życie od takiego, które posiadają Strażnicy Marzeń?- powiedziała zafascynowana Sara.
- A czy wiedziałaś o tym, że Jack próbuje cię za wszelką cenę od takiego życia uchronić?- powiedziała Zębowa Wróżka, a dziewczyna spojrzała się na nią z niedowierzaniem w oczach.
- Co? Dlaczego?
- Kiedy stajesz się Strażnikiem zyskujesz nieśmiertelność, która jest marzeniem wielu ludzi. Wszystkim wydaje się to być wspaniałe, ale życie w nieskończoność ma również swoje wady… Największą z nich jest świadomość, że twoi przyjaciele i rodzina kiedyś umrą, a ty i tak będziesz żyć dalej i już nigdy więcej ich nie zobaczysz… Wszyscy Strażnicy byli tego świadomi… Z bólem serca musieliśmy rozstać się z tym, co było dla nas najważniejsze i wybrać pomoc niewinnym dzieciom. Pomimo wszystko pogodziliśmy się z tym i żyjemy dalej. Jack za żadne skarby nie pozwoli ci zostać jedną z nas, ponieważ troszczy się o ciebie i chce, aby twoje życie było bezpieczne i normalne- takie jak każdej nastolatki- opowiedziała jej Zębuszka.- Jesteś dla niego bardzo ważna…
- Tak się tylko mówi…- powiedziała Sara, odwracając głowę w drugą stronę.- Gdybym znaczyła dla niego tak dużo jak opowiadasz, to…
- Och, przestań!- krzyknęła czarodziejka.- Jack robi dla ciebie wszystko! Znaczysz dla niego o wiele więcej niż wszystkie dzieci na świecie!
Blondwłosa nastolatka spojrzała się na nią ze zdziwieniem w oczach. Czy aby naprawdę była dla swojego przyjaciela tak bardzo ważna? Jej serce zalała dziwna fala ciepła.
         - Czy mogę się z nim zobaczyć? Nawet jeżeli jeszcze jest nieprzytomny…- powiedziała Sara, a Zębuszka ochoczo pokiwała głową.
Czarodziejka zaprowadziła dziewczynę przed drzwi małego pokoiku.
- To tu spędza mnóstwo czasu… Zwykle uważamy, że to pomieszczenie należy jedynie do Jack’a- powiedziała uśmiechnięta Wróżka i powoli otworzyła drzwi pokoju.
Nagle Zębuszka krzyknęła z przerażenia. W pomalowanym na niebiesko pomieszczeniu okno było otwarte na oścież. Pod wpływem siły wiatru framugi okna obijały się o ścianę, a zasłony łopotały w powietrzu.
- Uciekł! Jest zbyt słaby, nie da sobie rady!- panikowała Zębowa Wróżka.- O mój Boże, o mój Boże… Co mamy zrobić?!
Sara rozejrzała się dookoła. Gdyby tylko była kimś więcej… Gdyby miała jakąkolwiek moc… Gdyby tylko była Strażnikiem, to bez wahania poleciałaby do swojego przyjaciela z pomocą, lecz nie. Była jedynie zwykłym człowiekiem, który nie zdoła zrobić niczego dobrego i pożytecznego…
         Nagle Sara wpadła na pewien pomysł. Wyjęła z kieszeni swoją złotą broszkę w kształcie księżyca i przypomniała sobie słowa Norda, które wypowiedział, gdy podarowywał jej tę ozdobę: „Kiedy będziesz chciała nas odwiedzić po prostu wypowiedz na głos słowa „Biegun Północny”. Ta broszka służy do teleportacji, ale może cię przenieść jedynie do naszej siedziby i jej okolic lub twojego domu- nigdzie indziej!”…
„Chcę się przenieść na najwyższy szczyt na Biegunie Północnym… Czy to przypadkiem nie są okolice Siedziby Norda?”- pomyślała dziewczyna.
Wyszeptała słowa „Najwyższy szczyt na Biegunie Północnym” i nim zdążyła jakkolwiek zareagować, to poczuła, że znów odrywa się od podłoża. Użyła potęgi teleportacji zamkniętej w broszce, aby znaleźć się w tym samym miejscu co jej przyjaciel.
         W pewnym momencie Sara znów poczuła grunt pod stopami. Dopiero teraz zorientowała się, że zapomniała zabrać ze sobą kurtki. Stała na samym szczycie najwyższego wzniesienia na Biegunie Północnym w cienkiej, bawełnianej bluzce i jeansach. Śnieg padał tak gęsto, że dziewczyna nie mogła absolutnie nic dojrzeć. Jednak gdy wytężyła wzrok dostrzegła swojego przyjaciela, stojącego na skrawku wzniesienia. Nagle chłopak upadł na kolana, lecz po chwili znów próbował się podnieść, wspomagając się swoją magiczną laską. Był wyczerpany. Dziewczyna zacisnęła dłonie w pięści. Czuła okropne zimno. Jej ciało odmawiało posłuszeństwa. Było tak zziębnięte, że Sara nie mogła poruszyć żadną jego kończyną. Wzięła się w garść i idąc na przekór wiejącemu jej w twarz wiatrowi podeszła do Jack’a, który natychmiastowo odwrócił głowę w jej stronę. Wyglądał na naprawdę zmęczonego. Pod jego oczami można było dostrzec lekkie cienie, a wargi Strażnika Zabawy stały się węższe. Jego twarz wyglądała o wiele szczuplej niż wcześniej. Nie był sobą…
        - Jack, wracajmy!- krzyknęła Sara.- Narażasz się na niebezpieczeństwo! Jesteś zbyt słaby!
- Muszę powstrzymać tę anomalię pogodową!- z trudem odkrzyknął wyczerpany młodzieniec.- Ode mnie zależą losy nie tylko Burgess, ale i całego świata!
Dziewczyna przyklęknęła przy swoim przyjacielu, podtrzymującym się na swojej zaczarowanej lasce. Jego dłonie drżały, a oczy wpatrywały się w Sarę z wyrzutem.
- Przyszłam tu tylko po to, żeby cię stąd zabrać! Jesteś jeszcze zbyt słaby, zrozum!- tłumaczyła mu blondynka, trzęsąc się z zimna.
- Nie! Powstrzymam to tu i teraz!- wrzasnął Jack i ponownie skupił całą swoją moc na magicznej broni, którą wyciągnął przed siebie.
Sara czuła, że nie ma sensu kłócić się ze swoim przyjacielem, gdyż wiedziała, że on i tak postawi na swoim. Westchnęła i zacisnęła dłoń na części laski. Chłopak popatrzył się na nią ze zdziwieniem w oczach, która szybko przerodziła się w radość. Nagle poczuł, że ogarnia go niesamowite uczucie. Napłynęła do niego nieznana mu wcześniej energia. Była ciepła i na tyle potężna, iż można było sądzić, że o wiele silniejsza od mocy samego Strażnika Zabawy.
        Jack i Sara przymknęli oczy. Oboje czuli potęgę tej niezwykłej energii, która ich przepełniła. Chłopak wiedział, że to już ostatnia szansa. Ścisnął laskę mocniej i…
        Nagle przed oczami widział jedynie ciemność. Potem biel i znów mrok… Co się dzieje?
- Jack, udało się, udało!- usłyszał piękny, dziewczęcy głos.
Młodzieniec zamrugał parę razy oczyma i zdał sobie sprawę z tego, co się przed chwilą stało. Zniknęły szalejące płatki śniegu i wiatr wiejący z kolosalną siłą...
        Udało się. Dzięki pomocy Sary chłopak zdołał zatrzymać okropną śnieżycę, która mogła zaszkodzić mieszkańcom całej kuli ziemskiej. Jack rozejrzał się dookoła i nagle dziewczyna oplotła go rękoma, skacząc z radości. Strażnik Zabawy uśmiechnął się wesoło, klepiąc swoją przyjaciółkę po plecach.
- Udało nam się, udało! To wszystko dzięki tobie! Uratowałeś ludzkość, słyszysz?!- krzyczała radosna Sara.- Jesteś WIELKI!
- To nie moja zasługa!- protestował nastoletni obrońca dziecięcych marzeń.- Gdybyś mi nie pomogła, to zapewne nie znalazłbym w sobie ukrytej siły i nie zatrzymałbym tej śnieżycy! To ty uratowałaś wszystkich ludzi, nie ja.
Nastoletnia blondynka uśmiechnęła się do swojego przyjaciela, po czym wyjęła z kieszeni broszkę służącą do teleportacji. Ona i Jack złapali się za ręce i wyszeptali słowa „Siedziba Norda”, po czym automatycznie zostali przeteleportowani do wybranego miejsca. Teraz pozostało tylko czekać na reakcję pozostałych Strażników…
        Z pomocą przyjaciół dokonuje się wielkich rzeczy. Dzięki uczuciom, którymi nas obdarzają można zrozumieć naprawdę wiele spraw, ale przede wszystkim znaleźć w sobie ukrytą siłę; niezbędną do zrealizowania swoich celów i pragnień.




Rozdział 9 
Dwa rozne swiaty”

        Nawet chwile radości muszą kiedyś zniknąć, aby oddalić się w cień. Wołamy je, błagamy, aby z nami pozostały, lecz bezcelowo- one już nie zawrócą w naszą stronę.
        Strażnik Zabawy i jego najlepsza przyjaciółka stali w pokoju, w którym podczas spotkań gromadzili się wszyscy Strażnicy. Jack nie mógł zbytnio ustać na nogach, więc cały czas podpierał się o swoją magiczną laskę. Dwójka przyjaciół kilka minut temu dokonała wielkiej rzeczy- oboje zatrzymali straszliwą śnieżycę, która zagrażała całemu światu.
        Gdy Strażnicy aktualnie przebywający w siedzibie usłyszeli jakiś tajemniczy odgłos, od razu pobiegli do pomieszczenia, w którym znajdowali się Jack i Sara. Jedynie Zębowa Wróżka wiedziała o tym, że chłopak pomimo osłabienia uciekł ze swojego pokoju, aby powstrzymać anomalię pogodową, a zwykła, nastoletnia dziewczyna wyruszyła za nim przy pomocy broszki służącej do teleportacji. Po minach Zająca Wielkanocnego i Norda można było się spodziewać, że raczej nie mają zamiaru pogratulować nastoletnim bohaterom.
- Czyś ty do reszty zwariował, bałwanie?!- zdenerwował się Zając, zwracając się do Jack’a.- Przecież mogłeś zginąć!
- Ooo, a jednak się o mnie martwisz? Idź zjedz marchewkę- odpysknął młody Strażnik.
- Hola hola, chłopcy! Spokojnie!- uspakajała ich Zębowa Wróżka.- Bez przerwy się kłócicie! Dajcie sobie na wstrzymanie!
Dwójka skłóconych ze sobą Strażników stanęła do siebie plecami, wywracając teatralnie oczami.
- Nie mówcie mi tylko, że nie mam racji! Jack…- zaczął Zając, lecz nie dokończył, gdyż młody chłopak zaczął go przedrzeźniać.
- Nie mówcie mi tylko, że nie mam racji! Jack…- powtórzył komicznym głosem nastolatek, robiąc przy okazji bardzo zabawne miny.
Sara i Wróżka Zębuszka wybuchły gromkim śmiechem, a Jack uśmiechnął się do nich promiennie, czekając na kolejne słowa swojego rywala.
        Zając Wielkanocny postanowił jednak nie zwracać uwagi na rozbawionego chłopaka. Bez żadnych przeszkód mówił dalej.
- Przecież ten nieumyślny bałwan naraził się na…- patron Wielkanocy znów nie dokończył.
- Przecież ten nieumyślny bałwan naraził się na…- powtórzył ponownie chłopak, starając się być coraz bardziej komiczny.
Zając zazgrzytał zębami i wziął głęboki oddech, po czym znów rozpoczął swoją „przemowę”.
- Strażnik nie powinien się tak zachowywać! Powinien mieć o wiele więcej oleju w…
- Strażnik nie powinien się tak zachowywać! Powinien mieć o wiele więcej oleju w…- rozbrzmiał głos nastolatka.
- Papuga!- przezwał go Zając.
- Papuga!- krzyknął Jack, aby ponownie zrobić rywalowi na złość.
        Nagle patron Wielkanocy wpadł na pewien pomysł. Skoro chłopak powtarza wszystko bez zastanowienia, to istnieje możliwość oczernienia go w jakiś sposób. Tylko tym razem nie będzie to wina Zająca, lecz samego Strażnika Zabawy.
- Jack to głupi, nieumyślny i wkurzający nastolatek!- wypalił nagle Zając, mając nadzieję, że chłopak powtórzy dokładnie to samo.
- Jack to przystojny, miły i pomocny nastolatek!- przekręcił wypowiedź rywala młodzieniec.
Teraz wszyscy wybuchli gromkim śmiechem. Najbardziej donośnie śmiał się jednak Nord. Niebieskooki chłopak ukłonił się teatralnie, a Zając Wielkanocny odwrócił łeb w drugą stronę, prychając.
- Świetne przedstawienie, jednak to, że opuściłeś swój pokój bez naszej wiedzy nie było najlepszym pomysłem… Chyba zdawałeś sobie sprawę z tego, w jakie kłopoty się pakujesz?- zapytał gruby mężczyzna w czerwonym kubraku.
Jack spuścił głowę i zaczął obracać swoją różdżkę w miejscu.
- Wiem, wiem… Po prostu czułem, że powstrzymanie tej śnieżycy to tylko i jedynie moje zadanie. W końcu to ja ją wywołałem, więc na mnie ciążył również obowiązek, aby ją zatrzymać- powiedział chłopak.- Najważniejsze jest to, że przy pomocy Sary udało mi się wykonać swoje zadanie. Gdyby nie ona, to kompletnie nic bym nie zdziałał.
Nastoletnia blondynka zarumieniła się, gdy poczuła na sobie wzrok czterech Strażników. Czuła się jak prawdziwa bohaterka, choć wcale nią nie była.
         Dziewczyna spojrzała na swój zegarek w telefonie, po czym ziewnęła. Gdy przybyła do siedziby Norda była ciemna noc, lecz teraz powoli nastawał już poranek. Wróżka Zębuszka wleciała do jakiegoś małego pomieszczenia, lecz wróciła po około dwóch minutach. W dłoni trzymała jakiś kubek napełniony czerwonawym płynem.
- Jack, musisz wypić coś na wzmocnienie!- oznajmiła z uśmiechem na ustach czarodziejka, podlatując do swojego przyjaciela.
Chłopak niepewnie powąchał to, co znajdowało się w kubku i głośno przełknął ślinę.
- W-Wiecie co…? Ja chyba pójdę odprowadzić Sarę do domu! D-Do zobaczenia!- powiedział młody Strażnik, a jego przyjaciółka zaśmiała się pod nosem.
Jack nie znosił zażywać jakichkolwiek lekarstw, co i tak zdarzało się bardzo rzadko. Uciekał od przeróżnych tabletek, płynów i innych wynalazków Zębuszki jak diabeł od święconej wody.
        Sara wyciągnęła swoją broszkę i po chwili wraz z przyjacielem znaleźli się w jej przytulnym pokoju. Jack rozejrzał się po pomieszczeniu. Ściany były pomalowane na jasny odcień fioletu. W prawym dolnym rogu podłużnego, prostokątnego pokoju znajdowały się drzwi, a naprzeciwko nich, w odległej części stało biurko. Na prawo od niego znajdowało się duże łóżko. W pomieszczeniu było parę okien i drzwi prowadzące na mały balkon. Tuż pod ścianami stały eleganckie, brązowe szafki, a na nich zdjęcia rodzinne należące do dziewczyny i przeróżne rośliny. W górnym prawym rogu sypialni stała wysoka szafa. Tuż obok niej znajdowały się drzwi prowadzące do małej łazienki. Na samym środku pokoju rozciągał się długi i szeroki biały dywan.
         Sypialnia Sary wyglądała niezwykle przytulnie. Jack ziewnął szeroko i przeciągnął się.
- Masz bardzo ładny pokój…- powiedział uśmiechnięty chłopak.
- Dziękuję…- zarumieniła się dziewczyna i wyciągnęła z szafy swoją piżamę.- Idę do łazienki, bo muszę się przebrać. Mama myślała, że spałam, a tak naprawdę, to pomagałam ci ratować cały świat od zagłady!
- Nie ma sprawy, poczekam- zaśmiał się Jack, a jego przyjaciółka wślizgnęła się do malutkiego pomieszczenia.
         Chłopak został całkowicie sam. Nie wiedząc co ze sobą zrobić przycupnął na łóżku. Nagle poczuł, że przypadkowo na czymś usiadł. Zdziwiony Strażnik podniósł kołdrę i spod niej wyciągnął jakiś duży notes. Przewertował wszystkie strony- prawie na każdej z nich znajdowały się jakieś słowa, a gdzieniegdzie nawet rysunki. Uśmiechnięty chłopak otworzył zeszyt na pierwszej stronie i pogrążył się w lekturze.
 


-5 grudnia, 2012 r., godz. 00:24
„Dzisiaj wydarzyło się coś niezwykłego. Przeprowadziłam się do nowego miasta- Burgess. Miejscowość jest naprawdę piękna. Zaraz po zawitaniu do mojego nowego miejsca zamieszkania postanowiłam zwiedzić jego okolicę. Byłam na tyle nieumyślna, że przez przypadek zawędrowałam aż do lasu! Zgubiłam drogę i kompletnie nie wiedziałam co mam robić. Błąkałam się po ciemnej puszczy, aż w końcu natrafiłam na brzeg jakiegoś wielkiego i zapewne głębokiego, zamarzniętego jeziora. Wcześniej zabrałam ze sobą notes, więc zaczęłam coś w nim szkicować  i… Sama nie mogłam uwierzyć w to, co narysowałam. To była istota, której imię usłyszałam dziś rano- Jack Mróz… Tak bardzo się bałam…
Nagle wiatr wyrwał mi kartkę z ręki. Nie zastanawiając się pobiegłam za nią. Nagle spostrzegłam, że stałam na najprawdziwszym lodzie, który zaczynał pode mną pękać! Powoli i ostrożnie zaczęłam się wycofywać, lecz…
TRACH! Lód jednak się załamał. Wpadłam do lodowatej wody. Chociaż nie umiałam pływać, to starałam się z niej wydostać, lecz bezskutecznie. Moje ciało zdrętwiało z zimna i odmawiało mi posłuszeństwa. Zaczęłam opadać na dno, powoli tracąc przytomność. Nagle zamknęłam oczy, myśląc, że zrobiłam to już na zawsze…
Myliłam się. Powoli znów mogłam oddychać. Pod sobą czułam zimny śnieg. W oddali słyszałam czyjeś głosy…
Obok siebie ujrzałam kogoś wspaniałego.  Wysokiego, przystojnego chłopaka o włosach w kolorze czystego śniegu i niebieskich oczach… Patrzył się na mnie jakimś dziwnym wzrokiem. Wyglądał niczym anioł. Myślałam, że umarłam i znalazłam się w niebie. Obok niego znajdowało się również małe stworzenie, które…
- Aaaaaaaaa!!!- nagle Jack usłyszał pisk swojej przyjaciółki, która teraz stała w progu drzwi od łazienki.
Dziewczyna podbiegła do chłopaka i natychmiast wyrwała mu notes z ręki.
- D-Dlaczego czytasz mój pamiętnik?! To prywatne!- krzyknęła speszona blondynka.
Na jej policzkach królowały ogromne rumieńce.
- To twój pamiętnik? Wybacz…- przeprosił ją szczerze chłopak.
- Ech… Ile zdążyłeś przeczytać?- zapytała Sara, wzdychając.
- Nie skończyłem nawet jednej strony.
- To bardzo dobrze.
***
         Wszystko było zupełnie tak jak kiedyś. Całe miasto odzyskało prąd i wodę, a na zewnątrz spokojnie wirowały małe płatki śniegu. Sara z uśmiechem na ustach obserwowała to cudowne zjawisko. Siedząc na ławce podczas szkolnej przerwy uczyła się biologii.
         Nagle ktoś zamknął jej książkę. Na okładce dziewczyna dostrzegła położone długie, pomalowane na czerwono paznokcie. Nad nią stała wysoka, szczupła nastolatka o długich, zapewne nie raz farbowanych kasztanowych lokach. Jej brązowe oczy wpatrywały się w Sarę z lekką kpiną na twarzy.
- Czy możesz mi wyjaśnić, co ty w ogóle robisz?- powiedziała gniewnie Kimberley, szkolna diva, która nie przepadała za Sarą.
- Aktualnie uczę się biologii i prosiłabym, abyś mi nie przeszkadzała- odpowiedziała dziewczyna.
- Nie będziesz się uczyć żadnej biologii dopóki nie wyjaśnisz mi, dlaczego idziesz na randkę ze szkolną gwiazdą futbolu!- krzyknęła zdenerwowana Kimberley.
Sara zamrugała parę razy oczami. Jaka randka…? Czy tej divie chodzi o kolację, na którą parę dni temu zaprosił ją Brandon?
- To nie jest żadna randka. Nie wiem kto ci naopowiadał takich bzdur, ale ja i Brandon jesteśmy tylko przyjaciółmi i nikim więcej- odpowiedziała spokojnie blondynka.
- Czy to randka czy też nie… Nie ważne. U nas w szkole obowiązują pewne „zasady”, a najważniejsza z nich brzmi: Każdy przystojniak ma prawo spotykać się tylko ZE MNĄ, jasne? Reszta brzydali i kujonów należy do ciebie- machnęła ręką Kimberley.
- Nie będziesz mi rozkazywać z kim mogę się spotykać, a z kim nie- powiedziała hardo Sara.
- Nie odzywaj się do mnie takim tonem! Stosuj się do  moich reguł, albo będziesz miała poważne kłopoty!- ostrzegła ją rywalka.
- O czym ty w ogóle mówisz?- zapytała zdziwiona blondynka.
Kimberley tylko uśmiechnęła się szyderczo. Nagle szybko położyła się na podłogę i krzyknęła z bólu.
- Ach, ludzie, ludzie, pomóżcie mi! Moja noga! Strasznie boli!- krzyknęła szkolna diva, fałszywie udając ból.
Nagle do niej i zdezorientowanej Sary podbiegł woźny. Zaczął sprawdzać, czy Kimberley niczego sobie nie uszkodziła.
- Proszę pana, delikatniej, delikatniej! Uch, to tak straszliwie boli!- kłamała dziewczyna.
- Jak to się stało?- zapytał mężczyzna.
- To ona!- krzyknęła rozpaczliwie diva, wskazując palcem na zdziwioną blondynkę.- To ta nowa! Podeszłam do niej, aby się zapytać, czy pomoże mi nauczyć się na sprawdzian z biologii, a ona jedynie mnie popchnęła i przewróciłam się! Tam leży książka od przedmiotu! Niech pan zobaczy!
Faktycznie obok przerażonej Sary leżał podręcznik do biologii. Dziewczyna otworzyła szeroko usta ze zdziwienia. Wiedziała, że Kimberley jest naprawdę wredna, ale nie sądziła, że posunie się aż tak daleko.
- Panie woźny, to nie byłam ja! Ona…
- Saro White- powiedział poważnie mężczyzna- zapraszam do dyrektora.
Niewinna blondynka zbladła. Została oskarżona o coś, czego nie zrobiła. Jej serce wypełniał strach i przerażenie.
- P-Proszę pana, ale…
- Do dyrektora, panno White.
        Sara siedziała w małym gabinecie dyrektorskim naprzeciwko mężczyzny w średnim wieku. Jego czarne wąsy przyprawiały dziewczynę o dreszcze, a surowe, ciemne oczy spoglądające na nią spod szkieł okularów wydawały się być jeszcze straszniejsze.
- P-proszę pana…- jąkała się zestresowana nastolatka.- Ja już mówiłam, że to nie ja… K-Kimberley sama się przewróciła, żeby…
- Mam dość słuchania tych bredni!- powiedział stanowczo dyrektor, a Sara natychmiastowo ucichła.- Masz zamiar wreszcie mówić prawdę czy nie?
- K-Kiedy ja właśnie mówię prawdę…- zapłakała cicho dziewczyna.
- Dosyć! To był pierwszy i ostatni raz kiedy cię tu widzę, jasne?- powiedział mężczyzna, a blondynka pokiwała w skupieniu głową.- Możesz wrócić na lekcje.
***
         Sara zarzuciła swój plecak na prawe ramię i pospiesznie wybiegła z terenu szkoły. Dzisiejszy incydent z Kimberley dał jej nieźle w kość. Teraz dziewczyna marzyła tylko o tym, aby znaleźć się w domu i paść na łóżko, po czym szybko zasnąć.
- Saro, zaczekaj!- usłyszała za sobą czyiś głos.
Blondynka odwróciła się zdziwiona i spostrzegła, że biegnie ku niej wysoki, przystojny chłopak o brązowych włosach i niebieskich oczach. Rozpoznała w nim swojego przyjaciela- Brandona.
- Na całe szczęście cię dogoniłem! Czy wszystko u ciebie w porządku? Ta śnieżyca nieźle nas zaskoczyła, prawda?- powiedział chłopak, idąc równym krokiem z dziewczyną.
- Tak… To było zaskoczenie dla wszystkich- przyznała mu rację Sara.
- Cóż… Chciałbym się ciebie o coś zapytać… Czy nasze spotkanie w restauracji jest jeszcze aktualne? Niezmiernie mi zależy, aby porozmawiać z tobą w cztery oczy- powiedział Brandon.
Dziewczyna zastanowiła się przez chwilę. Bardzo chętnie spotkałaby się ze swoim przyjacielem, lecz co będzie, jeżeli Kimberley się o tym dowie…?
- Ależ oczywiście, że jest aktualne- odpowiedziała szybko blondynka.
Czuła, że serce zaraz wyskoczy jej z piersi. Brandon obdarzył ją wesołym i pięknym uśmiechem.
- Więc przyjdę po ciebie dziś o 16:00, dobrze?- uprzedził ją młodzieniec.
- Oczywiście! Nie mogę się doczekać…- przyznała nieśmiało Sara.
        Brandon odprowadził swoją przyjaciółkę do domu, po czym pożegnał się z nią i poszedł w swoją stronę. Sara pobiegła szybko do swojego pokoju i upadła na łóżko, krzycząc z radości. Chyba jeszcze nigdy nie była tak szczęśliwa.

 


***
         Nadeszła wyczekiwana przez dziewczynę godzina 16:00. Blondynka siedziała w salonie, czytając jakąś powieść romantyczną. Nagle zabrzmiał dzwonek do drzwi. Sara natychmiastowo do nich podbiegła i przekręciła kluczyk w zamku. Przed nią stał uśmiechnięty Brandon.
- Witam, panienko!- zaśmiał się chłopak, a blondynka podała mu rękę.
- Witam jakże eleganckiego pana- odpowiedziała żartobliwie Sara.
Ona i jej przyjaciel ruszyli w stronę restauracji, która znajdowała się bardzo blisko miejsca zamieszkania dziewczyny.  Blondynka spojrzała się na swoją niebieską sukienkę do kolan. Włosy upięła w mały kok. Pomimo tych wszystkich eleganckich ozdób chciała wyglądać naturalnie. Udało jej się to.
         Po pewnym czasie przyjaciele dotarli do celu. Restauracja wyglądała niezwykle elegancko.
- Chyba jesteśmy najmłodszą parą w tym lokalu- powiedziała lekko zmartwiona Sara.
- Możliwe, ale równie szykowną, nieprawdaż?- uspokoił dziewczynę Brandon.
Dwójka nastolatków zajęła miejsca w restauracji, biorąc w dłonie karty menu. Serce blondynki biło jak szalone. Czuła, że to będzie najpiękniejszy wieczór w jej życiu.
***
          Jack po przyjęciu obrzydliwych leków na wzmocnienie przygotowanych przez Zębuszkę postanowił wybrać się do Burgess, aby popatrzeć na miasto z lotu ptaka. To było jego ulubionym zajęciem. Lecąc nad domami mieszkańców uśmiechał się pod nosem. On sam miał 300 lat, a tak dokładnie 317, ale kto by liczył?
- Burgess… Moje rodzinne miasto…- pomyślał chłopak.
 Za jego czasów było to 5, maksimum 10 małych domków z drewna, zamieszkałych przez liczne rodziny. On sam mieszkał tylko z młodszą siostrą i rodzicami. Tak bardzo za nimi tęsknił, lecz nawet jego mała siostrzyczka już dawno odeszła z tego świata. Jego jedyną rodzinę stanowiła reszta Strażników, Jamie Bennet i Sara.
          Sara… To imię znaczyło coś więcej. O wiele więcej. Zwykła, ludzka nastolatka zdołała tak wiele zmienić w jego nieskończonym życiu. Zawsze gdy pomyślał o tej bezbronnej dziewczynie robiło mu się ciepło na sercu.
          Nagle przypomniała mu się rozmowa pomiędzy Sarą, a Brandonem, którą przez przypadek podsłuchał. Mieli spędzić dzisiejszy wieczór w restauracji, a Jack dokładnie wiedział w której. Rodzice Brandona są właścicielami największego i najbardziej eleganckiego lokalu w Burgess, więc to pewnie tam udała się jego przyjaciółka wraz ze szkolnym znajomym.
          Strażnik Zabawy postanowił z ciekawości sprawdzić jak para spędza razem czas. Poleciał w stronę restauracji, a po kilku minutach znalazł się u celu. Spojrzał się przez szybę lokalu, szukając znajomej mu twarzy. Wiedział, że i tak nikt go nie zobaczy. Strażnicy Marzeń mają to do siebie, że gdy ktoś w nich nie wierzy, po prostu ich nie widzi. W restauracji siedzieli sami dorośli, więc Jack nie sądził, że znajdzie tu jakichś „Wierzycieli”. W końcu dostrzegł swoją przyjaciółkę. Śmiała się do łez. Wyglądała na bardzo radosną. Chłopak uśmiechnął się pod nosem. Skoro Sara była szczęśliwa, to on również powinien taki być. Jack próbował wyobrazić sobie jej przyszłość u boku Brandona, lecz nie udawało mu się to. Nagle radość, którą „dzielił z Sarą” zniknęła z jego serca. Chłopak skrzywił się i wleciał na dach lokalu. Teraz czuł się w jakiś sposób zmartwiony, nieszczęśliwy…
        - Co się ze mną ostatnio dzieje? Odpowiesz mi na to pytanie?- zapytał Jack, zwracając się do księżyca.- W końcu to ty mnie stworzyłeś! Wiesz o mnie więcej niż ja sam…
Młody Strażnik nie otrzymał odpowiedzi. Dobrze znał zasady. Jako obrońca dziecięcych marzeń nie miał prawa się zakochiwać w kimkolwiek. Ustalono to okropne prawo tylko dlatego, aby Strażnicy byli zajęci jedynie pomaganiem dzieciom, a nie swoim sympatiom.
          Jack zacisnął pięści.
- Dlaczego nie pozwalasz mi kochać?!- wrzasnął.- To ty ustanowiłeś to wstrętne prawo! Zamknąłeś mnie w klatce, słyszysz?! Co to za życie bez miłości?! Pozwól mi… Pozwól mi chociażby powiedzieć jej, co czuję… Przecież sam widzisz co się dzieje… Ona mnie nie kocha. Chcę jedynie spróbować. Wiem, że grozi mi za to kara, ale… Ale pomimo wszystko chcę jej to wyznać…
Jack ponownie nie usłyszał odpowiedzi.

- Dzięki za rozmowę!- prychnął złowieszczo i skierował się w stronę siedziby Norda.


22 komentarze:

  1. Wszystkie rozdziały są niesamowicie interesujące! <33
    L.

    OdpowiedzUsuń
  2. Juz nie moge sie doczekac nastepnego rozdzialu. Wstaw go jak najszybciej.
    Powodzenia w pisaniu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Interesujące i wspaniałe <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniała historia. Po prostu brak słów.
    Maleńka prośba, co ile będziesz wstawiać rozdziały?

    OdpowiedzUsuń
  5. każdy rozdział jest coraz ciekawszy <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział czwarty jest wspaniały jak każdy inny.
    A.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak, świetny rozdział ;] Ale mam prośbę.. nie wiem czy się zgodzisz, w końcu to twój blog... Możesz nie uśmiercać Sary i nie robić z niej 6 strażnika?? Czytałam gdzieś że tak jest i wyszło fatalnie. ;p
    Taka mała rada. ;D Super opowiadania ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komplement. Radziłabym zobaczyć mój nowy wpis. Tam odpowiedziałam co niektórym na ich komentarze.

      Usuń
  8. Super rozdzial. Jesli zrobisz z Sary straznika to mi nie bedzie to przeszkadzac.
    Pozdrawiam i powodzenia w pisaniu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ehh.... wiem że to nie będzie się liczyć ale mnie to będzie przeszkadzać xD Fajnie jak jest śmiertelniczką..... plss.. zostaw ją taką jaką jest

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedyne co Ci mogę zdradzić to to, że nacieszysz się moją Sarą jako śmiertelniczką. Czy zostanie 6 Strażnikiem? To tajemnica, zobaczycie.

      Usuń
    2. Uff.. ulga :D

      Usuń
  10. Widziałaś to... http://www.youtube.com/watch?v=e-MxkY5dOMg ?
    Oliwiu XDD Jackunzel *.*
    PS. Do anonimów: Oliwia już napisała tą książkę dawno i nie będzie raczej jej zmieniać dla 2 Anonimów, którzy myślą, że są extra i się nie ujawniają :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olcia, błagam, wszystko ale nie JACKUNZEL ;-;

      Usuń
  11. talent to ty masz do pisania :)
    nie dziwie się, że wygrałaś konkurs ;D
    nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Na podstawie tego powinni nakręcić film! no poprostu zajebiste <3 :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja za to z więlką uwagą bym oglądała każdy ruch bohaterów :D

      Usuń
  13. Ja cię kręcę ,to ,to jest coś!!!! Niesamowitego , Normalnie czad brak m słów ,Kiedy następny rozdział PISZ ZWIASTUN Bo długo nie wytrzybam bez następnego ROZDZIAŁU I Co Jack Będzie z Sarą?

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedy można się doczekać nowego wpisu? :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Wiem że trochę bezczelnie,ale zapraszam na świetnie zapowiadającego się bloga o Jacku: http://straznicymarzenopowiadania.blogspot.com/ Autor ma bardzo ciekawy styl pisania

    OdpowiedzUsuń
  16. extra nie mogę doczekać się następnego rozdziału!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  17. co będzie dalej??!!

    OdpowiedzUsuń