sobota, 3 sierpnia 2013

Streszczenie dalszej części opowiadania i pożegnanie.

Hej. 
Wybaczcie, kochani, ale wstawianie tych wszystkich rozdziałów... Pffff, nie dam rady, za dużo roboty... 


Jak przeczytaliście w ostatnim rozdziale, który dodałam na bloga, Jack i Sara wyznali sobie nawzajem uczucia. Dalej... Wszystko toczyło się po ich myśli, aż do pewnego wypadku...
Sara i jej rodzina wyjechali do babci. Podczas jazdy zrobili sobie postój. Molly (młodsza siostra Sary) chciała iść z nią na spacer do lasu. Nastolatka niechętnie się zgodziła. Podczas przechadzki rodzeństwo zauważyło pewien stary most. Mała dziewczynka bała się przez niego przejść, lecz Sara obiecała jej, że nic złego się nie stanie. Siostry weszły na starą kładkę. Przy samym końcu nagle most zawalił się. Nastolatka odepchnęła Molly na drugi koniec przepaści, przez co dziewczynka wylądowała na ziemi. Jej starsza siostra zginęła. 
W nocy Sara budzi się w ciemnym lesie. Jej włosy stały się dłuższe, a ubrana była w sięgającą kolan białą sukienkę. Usłyszała tajemniczy głos, który powiedział jej, że właśnie stała się Strażnikiem Miłości. Zdziwiona dziewczyna zapomina kim była w poprzednim życiu. Jedyne co wiedziała, to to, że nazywa się Sara Rose. Ludzie nie mogli jej zobaczyć, była niewidzialna. 
Po pewnym czasie Strażnicy odnajdują dziewczynę, a Zębuszka opowiada jej, kim była zanim stała się Obrońcą Dziecięcych Uczuć. Nowa Strażniczka przypomina sobie wszystko, łącznie z jej miłością do Jack'a. W pełni akceptuje to, kim się stała, lecz jest jej przykro, gdyż musiała zostawić swoją rodzinę. 
Okazało się, że na "pogrzeb" Sary przyszli prawie wszyscy mieszkańcy Burgess. O dziwo, jedną z najgłośniej płaczących osób była dawna rywalka dziewczyny ze szkoły- Kimberley. Całkiem ciekawą rzeczą jest to, że Kimberley jako jedyna potrafiła zobaczyć Sarę "Strażniczkę". Dziewczyna wytłumaczyła płaczącej co się stało i poprosiła ją, aby uwierzyła w Strażników Marzeń. Dawna rywalka uśmiechnęła się, po czym pożegnała Sarę. 
Dwójka zakochanych Strażników oraz ich towarzysze odlatują w swoje strony, gdzie życie toczy się już normalnie. 
W przyszłości Sara i Jack zostają rodzicami. Rodzi im się piękna, białowłosa córeczka z niebieskimi oczami- Luna. 

I WSZYSCY ŻYLI DŁUGO *WIECZNIE* I SZCZĘŚLIWIE. 

I tak oto kończy się moje opowiadanie :) 
Kochani...
Muszę się z Wami pożegnać. Chciałabym serdecznie, z całego serca podziękować za wszystkie miłe chwile, komentarze... To dawało mi siłę, aby pisać dalej. Nigdy nie zapomnę o osobach, które czytały mojego pierwszego bloga z opowiadaniem. Wybaczcie mi, że nie będę kontynuować historii o Sarze i Jack'u. Może wyrosłam już troszkę z opowiadań o Piaskowym Ludku, Zębowej Wróżce i innych takich, ale w sercu na zawsze pozostanę Waszą kochaną Oliwką :) 
Otóż, chcieliście wiedzieć kto Wam mnie ukradł? Cóż.. Obiecaliście, że nie będziecie się śmiać, więc dotrzymajcie obietnicy!
A więc...
Teraz o wiele bardziej interesuję się mangą i anime, a szczególnie... Naruto! 

NO I TERAZ SZYKUJĘ SIĘ NA HEJTY. POWAŻNE HEJTY. 
Bo..
Kocham..
Justina Biebera.


Ale nie, to było na serio. Dla Was to zapewne laluś itd., ale dla mnie... To człowiek, dzięki któremu się zmieniam. Gdyby nie on, nie wykonałabym wielu rzeczy, naprawdę... NEVER SAY NEVER. 
Jeśli chcecie, mogę dać Wam link do mojego NOWEGO bloga, ale jest on właśnie o Justinie: http://from-hater-to-lover-justin-bieber.blogspot.com/


To wszystko z mojej strony. 
Jeszcze raz dziękuję Wam z całego serca za wszystko...

Wasza Mirayane-Oliwia... 

Wieczny Strażnik, Rozdział 12

„ Jak za dawnych czasów…



Styczeń
.
.
.
.
.
.
Luty
.
.
.
.
.
.
 




Marzec
.
.
.
.
.
.
Kwiecień
.
.
.
.
.
.


 




Maj
.
.
.
.
.
.
Czerwiec
.
.
.
.
.
.


 





Lipiec
.
.
.
.
.
.
Sierpień
.
.
.
.
.
.

 





Wrzesień
.
.
.
.
.
.
Październik
.
.
.
.
.
.

 







Listopad
.
.
.
.
.
.
Grudzień
.
.
.
.
.
.
          Jack Mróz siedział skulony w zimnej i ciemnej jaskini w pałacu Mrocznego Pana- Władcy Ciemności. Chłopak przebywał w tym okropnym miejscu już około roku. Te 365 dni myślał o jednej osobie, swojej dawnej przyjaciółce- Sarze White. Była to drobna, lecz piękna dziewczyna. Posiadała duże, szare oczy i krótkie blond włosy. Jako jedyna nastolatka uwierzyła w pięciu Strażników Marzeń, czyli Norda, inaczej zwanego Świętym Mikołajem, Zębową Wróżkę, Zająca Wielkanocnego, Piaskowego Ludka i jego, Jack’a Mroza.
          Młodzieniec westchnął, a jego głos odbił się echem od ścian wielkiej jaskini. Chłopak przymknął oczy, próbując zasnąć. Nie przychodziło mu to z łatwością. Po kilku próbach zrezygnował i wstał z zimnego podłoża, po czym zacisnął pięści.
- Muszę się stąd wydostać…- powiedział cicho.
Nie posiadał swojej magicznej laski, gdyż Mrok odebrał mu ją i Bóg wie, co dalej z nią zrobił. Przez to Jack był o wiele słabszy, lecz nie bezsilny.
           Chłopak niedawno spostrzegł, że Mroczny Pan opuszcza swoją siedzibę, więc mógł spróbować wymknąć się z jego szponów. Jedyny problem stanowiły Koszmary pilnujące pod nieobecność pana podziemnego pałacu. Pomimo tej przeszkody Strażnik Zabawy postanowił się nie poddać i spróbować uciec.
         Jack wzniósł się w powietrze i znalazł malutką szczelinę w skałach, przez którą mógł się wydostać na zewnątrz. Po przeciśnięciu się przez mały tunel znalazł się na dużym, ciemnym korytarzu. Błądził po nim, starając się nie wydawać żadnych odgłosów. Nagle usłyszał rżenie koni. Przerażony rozejrzał się dookoła. Tuż za nim biegły trzy, skonstruowane z czarnego piachu, wychudzone, czarne konie o złotych oczach. Koszmary widocznie musiały go usłyszeć.
         Przerażony Jack poleciał w stronę małego, bocznego korytarzyka. Za sobą ciągle słyszał rżenie strasznych rumaków. Wolał nie wyobrażać sobie tego, co by się stało, gdyby go dorwały. Nagle przed sobą ujrzał małe światełko. Chłopak przyspieszył szybkość lotu i nagle poczuł wiatr we włosach. Przecisnął się przez małą szczelinę w kamiennym pałacu Mroka i wydostał się na zewnątrz.
- Wolność… JESTEM WOLNY!!!- krzyknął radośnie Jack, rozkładając ręce na boki.
          Młodzieniec postanowił objawić się swoim towarzyszom- Strażnikom Marzeń. Pałac Mroka znajdował się w podziemiach Anglii, a siedziba Norda na Biegunie Północnym, więc chłopak miał spory kawałek drogi do pokonania. Jednak po dwóch godzinach szybkiego lotu znalazł się u celu.
         Przed nim stał wysoki, okrągły budynek z wieloma wąskimi oknami. Jack westchnął głęboko i wszedł do środka. Przemierzył wesołe, pomalowane na czerwono korytarze i znalazł się w dużym, kulistym pomieszczeniu, wspartym na paru filarach. Na środku pokoju unosiła się ogromna i wierna replika kuli ziemskiej, na której paliły się malutkie światełka. W komnacie nikogo nie było.
- Halo?- krzyknął Jack.- To ja! Wróciłem! To ja, Jack!
          Nagle zza jednego filaru wyłoniła się Zębowa Wróżka. Zatrzepotała swoimi długimi i pięknymi rzęsami.
- To naprawdę ty…?- powiedziała cicho.- Ty… Ty ciągle żyjesz?
Chłopak nim zdążył cokolwiek powiedzieć poczuł, że Zębuszka przyciska go do siebie, zaczynając płakać.
- Tak się martwiliśmy!- łkała.- Myśleliśmy, że Mrok…
- Już wszystko dobrze, wszystko dobrze- pocieszał ją uśmiechnięty Strażnik Zabawy.- Żyję i mam się dobrze.
W pewnym momencie trzasnęły drzwi, a młodzieniec rozejrzał się zdziwiony. Do pokoju wpadła reszta Strażników- Zając Wielkanocny, Nord i Piaskowy Ludek.
- Jack!- krzyknął mężczyzna w czerwonym kubraku.- Ty naprawdę żyjesz!
Teraz białowłosy chłopak został otoczony przez swoich przyjaciół, po czym opowiedział im swoją historię. Z przejęciem mówił jak bardzo było mu ciężko w niewoli u Mroka i wspominał jak bardzo za nimi tęsknił. Gdy Jack skończył opowiadać nastała głucha cisza. Nastoletni Obrońca Dziecięcego Świata wziął głęboki wdech.
- A… Co stało się z Sarą?- zapytał nieśmiało.
Wszyscy Strażnicy spuścili wzrok. Chłopak przeczuwał, że musiało wydarzyć się coś bardzo złego.
          Nagle Zając Wielkanocny położył mu swoją zajęczą łapę na ramieniu i spojrzał się na niego zmartwionym wzrokiem.
- Jeżeli bardzo chcesz, to zabierzemy cię do niej- oznajmił patron Wielkanocy.


          Strażnicy Marzeń wsiedli do sań należących do Norda i odlecieli w stronę Burgess. W mieście nie spadł chociażby jeden płatek śniegu. Jack nie mógł usiedzieć w miejscu- tak bardzo był ciekaw spotkania ze swoją dawną przyjaciółką.
           Po chwili sanie wylądowały na dużej, oświetlonej światłem księżyca polanie. Nastał wieczór. Strażnik Zabawy szybko wyskoczył z pojazdu i pognał w stronę domu Sary. Z wypiekami na twarzy biegł prowadzony potęgą przyjaźni. Gdy znajdował się już blisko budynku spostrzegł jakąś wysoką postać ubraną w cienką kurtkę, jeansy i zimowe kozaki. Na głowie nie miała czapki, a na szyi szalika. Jej włosy miały piękny, złoty kolor i sięgały pasa. Jack zamrugał parę razy oczami. To była jego najlepsza przyjaciółka- Sara White. Przez ostatni rok bardzo się zmieniła. Wypiękniała i spełniło się jej marzenie- posiadała cudowne, długie włosy.
- Saro, Saro!- zawołał ją chłopak, ciągle biegnąc w jej stronę.- To ja! To ja, Jack!
Strażnik Zabawy podbiegł do dziewczyny i szedł obok niej równym tempem.
- Poznajesz mnie? To ja! Wciąż żyję!
Sara szła dalej, nie zwracając uwagi na swojego dawnego przyjaciela. W końcu Jack stanął przed blondynką, zagradzając jej drogę.
- Saro, odezwij się do…
Chłopak nie dokończył. Dziewczyna dosłownie przeniknęła przez jego ciało zupełnie jak przez zwykłego ducha. Nie widziała go, a to oznaczało tylko jedno…
         Do zdezorientowanego Strażnika podbiegła reszta jego nieśmiertelnych przyjaciół. Zębowa Wróżka położyła mu dłoń na ramieniu.
- Nie widzi mnie…- szepnął przerażony Jack.- Nie widzi… A to… To oznacza…
Sara White przestała wierzyć w Strażników Marzeń. Uważała, że postaci takie jak Święty Mikołaj czy Wielkanocny Zając to zwykłe bajki dla dzieci. Jeżeli człowiek nie widzi Obrońców Dziecięcego Świata, oznacza to, że stracił wiarę.
- Ona już nikogo z nas nie potrafi zobaczyć…- powiedziała smutna Zębuszka.- Zmieniła się… Jest taka jak inne nastolatki. Przez ten rok stopniowo traciła wiarę aż w końcu zorientowaliśmy się, że jest już za późno, aby ją przywrócić…
          Wargi Jack’a zadrżały. Jego najlepsza przyjaciółka przestała w niego wierzyć… Czy to jest w ogóle możliwe? Dzięki tej dziewczynie jego życie nabrało prawdziwego sensu. Teraz ponownie go straciło…
- Znasz już prawdę. Wracajmy do siedziby- powiedział Zając Wielkanocny.- Czas na nas…
- Wy lećcie, ja zostaję…- oznajmił hardo Jack.

***
         Nadeszła ciemna, zimowa noc. Strażnik Zabawy czuwał na gałęzi drzewa, obserwując pokój nastoletniej blondynki. W pomieszczeniu nie paliło się nawet jedno światło. Nagle, nie wiadomo dlaczego, po policzkach chłopaka popłynęły małe łzy smutku. Tak bardzo cieszył się z ponownego spotkania ze swoją przyjaciółką, która już nawet niestety nie potrafiła go zobaczyć…
         Zupełnie tak jak po policzkach patrona zimy popłynęły kropelki łez, tak z nieba zaczęły spadać płatki śniegu. Jeden z nich upadł chłopakowi na nos.
        W tym samym czasie w sypialni Sary zapaliły się światła. Dziewczyna wkroczyła do pokoju, ubrana w piżamę. Jej wzrok powędrował w stronę okna. Zdziwiona blondynka podeszła do szklanego przedmiotu, po czym go otworzyła.
- Śnieg?- powiedziała cicho.- Kogoś mi przypomina, ale… Kogo?
Sara złapała jeden malutki płatek śniegu i dokładnie mu się przyjrzała.
- Jest tak skomplikowany, lecz zarazem… Lecz zarazem taki piękny…- westchnęła dziewczyna.
Teraz przypomniała sobie o pewnym chłopaku, którego straciła rok temu. Jack Mróz… Był jej najlepszym przyjacielem…
- Nie!- krzyknęła nastolatka, zaciskając pięści.- To był zwykły sen. Jack Mróz nie istnieje. Jedynie mi się przyśnił. To zwykłe bajki dla dzieci!
Sara czuła, że oszukuje samą siebie. W głębi serca ciągle wierzyła, że Strażnik Zabawy może przeżył starcie z wrogiem, lecz później zdawała sobie sprawę, że to zwykłe, dziecinne wierzenia.
        Nagle po jej policzkach popłynęły łzy. Dziewczyna zaniosła się gorzkim szlochem. Łkając, podeszła do łóżka i upadła na nie. Nastoletnia blondynka głośno krzyczała, ciągle płacząc.
- Dlaczego on musiał odejść…?! Dlaczego zawsze ci najwspanialsi ludzie odchodzą jako pierwsi?!- myślała Sara, zanosząc się coraz bardziej rozpaczliwym płaczem.
        Jack patrzył na tę scenę z krwawiącym sercem. Więc jego przyjaciółka również myślała, że jest martwy… Gdyby tylko mogła go teraz zobaczyć- całego i zdrowego…
         Chłopak poleciał w stronę budynku, stając na małym balkonie. Dotknął dłonią szklanej szyby, na której automatycznie pojawiły się piękne wzory mrozu. Nieśmiało pociągnął za klamkę drzwi balkonowych i wślizgnął się do środka pokoju. Sara ciągle płakała, wtulając twarz w poduszkę. Jack zaczął rysować palcem jakieś kontury, z których później powstał piękny, duży motyl. Strażnik Zabawy skupił swoją moc na rysunku, który nagle stał się prawdziwy. Motylek wyfrunął z szyby i poleciał w stronę łkającej dziewczyny.
        Nagle Sara poczuła, że temperatura w jej pokoju znacznie się obniżyła. Na odkrytym ramieniu poczuła jakiś dziwny, łaskoczący dotyk. Zdziwiona podniosła wzrok i spostrzegła dużego, błękitnego motyla, chodzącego po jej ręce. W pewnym momencie poczuła, że coś upada na jej nos, na którego czubku spostrzegła płatek śniegu.
- To jakieś wariactwo!- przeraziła się Sara.- Śnieg…? W moim pokoju…?
Błękitny motyl zaczął latać wokół niej, aż w końcu zniknął, pozostawiając po sobie zimny, biały pył.
- Jack…?- szepnęła nieśmiało dziewczyna, kuląc się na swoim łóżku.- Jack Mróz?
Nagle chłopak spojrzał się na zdziwioną Sarę. Powoli usiadł naprzeciwko niej na łóżku.
- Wypowiedziałaś moje imię…?- zapytał z niedowierzaniem.- Ty mnie widzisz…? Ty mnie słyszysz…?
Dziewczyna pokiwała głową, mając szeroko otwarte usta. Jack zaśmiał się wesoło.
- Znów we mnie wierzysz! Znów mnie widzisz! Och, Saro, to ja! Twój najlepszy przyjaciel!- mówił radośnie białowłosy nastolatek.
Sara nie wiedziała jak zareagować. Patrzyła się na Jack’a z szeroko otwartymi oczami. Cały czas myślała, że nie żyje…
- Czekaj…- powiedziała.- Życie nie jest filmem. Myślałeś, że po roku nieobecności tak po prostu wrócisz i co? Ja rzucę ci się w objęcia i wszystko zakończy się happy endem? Myliłeś się! Zostawiłeś mnie! Złamałeś obietnicę, którą kiedyś mi złożyłeś…
- Saro… Ja...
- Zamknij się!- załkała głośno blondwłosa dziewczyna.- Kiedyś obiecywałeś, że zawsze będziemy przyjaciółmi… Mówiłeś, że będziesz moim wsparciem, a ty… Ty tak po prostu odszedłeś na cały rok, zostawiając mnie samą, bez przyjaźni, bez nadziei…!
- Pozwól mi wyjaśnić dlaczego musiałem…
- Nienawidzę cię za to!- płakała Sara.- Jesteś kłamcą, zdrajcą…! Złamałeś mi serce…
            Jack zaniemówił. Jego dawna przyjaciółka naprawdę go nienawidziła…
- Błagam…- powiedział smutnym głosem.- Pozwól mi to wszystko wyjaśnić…
Dziewczyna siedziała skulona na łóżku, chowając twarz w dłoniach i płacząc. Światło księżyca wpadające do pokoju oświetlało sylwetkę pogrążonej w samotności i smutku nastolatki.
- A co niby masz zamiar mi wyjaśniać…?- zapytała, podnosząc na chłopaka swój wzrok.- Chcesz mi powiedzieć, że tak po prostu odszedłeś, aby sobie odpocząć? Albo przeszedłeś na stronę Mroka…
- Nie!- zaprzeczył Jack, a jego oczy również zalśniły się od łez.- Wysłuchaj mnie do końca…
               Strażnik Zabawy opowiedział dziewczynie całą swoją historię. Mroczny Pan szantażował go, że jeżeli chłopak nie rozstanie się z Sarą, to Koszmary zrobią jej krzywdę. Jack nie walczył po stronie wroga- miał być więziony tak długo, dopóki jego przyjaciółka nie skończy swojej egzystencji. Gdyby nie zgodził się na te warunki Sara miałaby ogromne kłopoty. W zamian za poddanie się, Mrok obiecał, że nie zrobi krzywdy bezbronnej nastolatce. Strażnik Zabawy odszedł do pałacu Mrocznego Pana, gdzie według umowy był więziony. Przebywał w wielkiej, ciemnej jaskini. Nie miał tam dobrych warunków. Ciężko mu było na sercu, gdy wspominał swoich przyjaciół i wspaniałe chwile, które spędzili razem. Tak bardzo chciał się z nimi zobaczyć, lecz wiedział, że nie zrobi tego przez kolejne 70 lub 80 lat. Dla niego- Strażnika, był to bardzo krótki czas, gdyż młodzieniec był nieśmiertelny. Sam chłopak miał ponad 300 lat.
             Po roku osamotnienia i niewoli Jack postanowił uciec z pałacu Mroka. Podczas nieobecności właściciela podziemnego zamku młodzieniec wydostał się na wolność. Nie było to łatwym zadaniem, gdyż Koszmary strzegące pałacu spostrzegły zniknięcie więźnia i ruszyły za nim w pogoń. Nie mogły jednak bez zgody swego pana wydostać się na zewnątrz. Dzięki temu zakazowi Jack zdołał uciec.
           - Teraz rozumiesz? Robiłem to wszystko dla twojego dobra… Nie chciałem, aby stała ci się jakakolwiek krzywda- wytłumaczył się chłopak.- Wybaczysz mi?
Sara przygryzła wargi i zacisnęła pięści. Nagle uderzyła swojego dawnego przyjaciela, aby wyładować złość, lecz po chwili przytuliła się do niego mocno.
- Tak się bałam!-krzyknęła blondynka i zacisnęła nerwowo palce na jego granatowej bluzie.- Tak bardzo tęskniłam!
Strażnik Zabawy odwzajemnił uścisk, czując przyjemne ciepło bijące od ciała jego przyjaciółki. Tak bardzo brakowało mu tego wspaniałego uczucia…
- To straszne co przeżyłeś, ale wiesz co jest najważniejsze? To, że wróciłeś…- oznajmiła nastolatka, przerzucając swoje długie blond włosy z prawego ramienia do tyłu.
- Cieszę się, że mi przebaczyłaś… Zostanę twoim Aniołem Stróżem- powiedział Jack, śmiejąc się.         
- Wierzę w to dokładnie tak samo mocno jak wierzę w ciebie samego, Jack’u Mrozie…